Artykuły

Trzej przyjaciele twojej łechtaczki – a który najlepszy?

Obecnie producenci gadżetów erotycznych zdają się rozumieć, jak ważnym organem kobiety jest łechtaczka. Nie musimy już zadowalać się palcami lub wibracjami urządzeń nieprzeznaczonych do stymulacji tej strefy. Ba – wybór idealnego gadżetu może stanowić problem. Postaram się wyjaśnić, jak mogą działać takie zabawki i jaką, spośród trzech popularnych, warto wybrać.

Womanizer

To nie tylko tytuł piosenki Birtney Spears. To również nazwa znanego, bezdotykowego stymulatora łechtaczki, przez wielu uważanego za rewolucyjny. To, co w przypadku tego produktu jest najważniejsze, to specyficzny sposób działania (z tego powodu nie powinien to być twój pierwszy gadżet erotyczny – nie każdej kobiecie przypada do gustu, a łatwo się zrazić do zabawek ogólnie, wybierając nieodpowiedni debiut). Womanizer nie wibruje, lecz drga, ale jego głównym zadaniem jest zasysanie łechtaczki (oraz sutków, jeśli mamy takie życzenie).

Jest dostępny w różnych cenach i rozmiarach, może mieć też różne liczby trybów, toteż nie będę skupiać się na parametrach. Dostępne obecnie wersje ładowane są przez USB, cechuje je również wodoodporność. Wykonane są z silikonu medycznego, w zestawach znajdziemy wymienne, silikonowe nasadki, aby móc je łatwo czyścić lub zabawiać się w higieniczny sposób z koleżanką czy partnerką. Nie poleciłabym tego cacka paniom, które orgazm łechtaczkowy osiągają błyskawicznie. Z Womanizerem być może nawet nie zdążycie jęknąć i to wcale nie jest fajne. Stymulator może natomiast sprawdzić się u kobiet, które dochodzą dość wolno albo w ogóle mają z tym problem. Niesamowite doznania – gwarantowane!

Satisfyer

Producenci nigdy nie ukrywali, że przyświecał im cel stworzenia tańszej wersji Womanizera. Nie należy jednak, ze względu na różnicę cenową, rezygnować z Womanizera i kupować Satisfyer jako „to samo, tylko nie będę głodować do końca miesiąca”. To dwa różne warianty. Twórcy wersji Pro Satisfyera postawili na moc – a więc stymulator może robić wrażenie porównywalne do wrzasko-sysarki z „Potworów i Spółki”. Prawdziwa rakieta dla kobiet lubiących bardzo silne doznania, niebojących się ewentualnego, towarzyszącego stymulacji bólu. Nawet najłagodniejsze tryby są stosunkowo mocne, dlatego zdecydowanie odradzam najwrażliwszym paniom. Chcąc zacząć przygodę z tymi zabawkami, lepiej postawić na najtańszą opcję – Pro Penguin. Pierwsze tryby są ledwo wyczuwalne, a nasilniejsze – porównywalne do Womanizera. Jeśli jednak zdecydujesz się na tę opcję, to musisz mieć świadomość, że jakość będzie adekwatna do ceny. Penguin jest dosyć głośny, a nasadce zdarza się wypadać. Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego to ogromna wada? Zatem dla kogo? Dla początkujących. Jeśli sam sposób ci się spodoba, to niedługo będziesz mogła wymienić Penguina na lepszy model.

Lelo Sona

Ten stymulator od Lelo działa troszkę inaczej niż Womanizer i Satisfyer. Również nie wykorzystuje wibracji ale nie działa też przez ssanie. Korzysta z fal dźwiękowych (jest trochę jak membrana głośnika), aby pulsować i docierać w ten sposób do tych części łechtaczki, których nie da się stymulować palcami czy tradycyjnym wibratorem. Sona kształtem przypomina opisane wyżej produkty i także jest wykonana z silikonu. Ładuje się ją przez USB, jest wodoodporna i… bardzo cicha. W moim odczuciu, o ile Womanizer i Satisfyer przez ssanie są dość… agresywne, to Sona, choć sposób jej działania wydaje się łagodniejszy, w najważniejszym momencie gwarantuje prawdziwą petardę. Poleciłabym ją z tego powodu kobietom, które cenią sobie silne doznania, ale równie ważna jest dla nich subtelność.

 

Który powinnam wybrać?

Choć to pytanie nie jest proste, istnieje na nie jakaś ogólna odpowiedź. Moim zdaniem, jeśli nie miałaś dotąd okazji używać żadnego tego typu urządzenia, powinnaś w ramach testu kupić Satisfyer, ale model Penguin. Jeśli natomiast wiesz, że warto potrząsnąć kieszenią, celuj w Womanizer. Chyba, że lubisz naprawdę mocną stymulację, a twoja łechtaczka jest mało wrażliwa – wtedy być może spodoba ci się któryś Satisfyer Pro. Sonę natomiast poleciłabym paniom, które – tak jak ja – nie przepadają za bardz

Oceń!

Nie boję się żadnych tematów. Staram się poszerzać wiedzę i dzielić nią. Swoje ciało znam jak własną kieszeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *