Pierwszy sekspozytywny portal dla kobiet o erotyce, seksie i intymności.
Gadżety erotyczne

Soniczny, kosmiczny, po prostu obłędny… – LELO Sona 2 Cruise – recenzja

W życiu każdej kobiety przychodzi taki moment, że radość i doznania wynikające z obcowaniem ze swoimi zabawkami stają się, jakby bledsze…Wibrator zbyt mało wibrujący, masażer zbyt słabo masujący… Generalnie przychodzi taka chwila, że potrzeba czegoś nowego, świeżego i całkiem odmiennego, niż dotychczas. U mnie też nastał taki czas, że zaglądając do mojej sekretnej szuflady jedyne, co przychodziło mi na myśl to: „Phi…”.

Właśnie wtedy w mych drzwiach pojawił się on – bohater w żółtym uniformie, który dumnie w swych dłoniach dzierżył niewielką przesyłkę adresowaną właśnie do mnie. Szybciutki podpis i paczka już była moja!!! Odtańczyłam szaleńczy taniec radości (zaklinacze deszczu nie powstydziliby się takiego układu) i zaczęłam wielkie dobieranie się do zawartości.

A w środku…

No, no… Całkiem szykownie to wyglądało. Najpierw musiałam zsunąć materiał z pudełka, aby moim oczom ukazało się eleganckie i bardzo gustowne opakowanie pokryte złotymi, tłoczonymi napisami i wyposażone w okienko, przez które doskonale prezentowała się nasza bohaterka – LELO Sona 2 Cruise.

Pudełko skrywało również ładowarkę, instrukcję, kartę do rejestracji produktu, a także saszetkę z lubrykantem. Lubię, gdy producenci tak mnie rozpieszczają.

Nie szata zdobi człowieka i nie opakowanie stanowi o produkcie

Pierwsze wrażenie – jest dobrze. Ja zdecydowałam się na model w kolorze jasnego różu, co w połączeniu z pięknym złotym wykończeniem, dawało wrażenie obcowania z bardzo luksusowym produktem. Silikon w dotyku jest niezawodnie delikatny, a membrana znajdująca się wewnątrz stymulującego dziubka jest cięższą warstwą materiału pokrywającego cały produkt. Praktyczna wersja mnie od razu wie, że takie rozwiązanie znacznie ułatwi mi czyszczenie gadżetu po zabawie.

To do dzieła!

No i zapał prysł… Dlaczego? Ponieważ, aby się pobawić najpierw trzeba ją naładować, a to trwa 2 godziny… Już kiedyś Wam wspominałam, że cierpliwość nie jest moją mocną stroną…

Jednak to był dobry czas, aby przeanalizować panel kontrolny, który ułatwia sterowanie tą niepozorną zabawką. Znajdują się na nim 3 przyciski:

 „+” – pozwala na intensyfikowanie doznań,

„-” – zmniejszamy intensywność,

„o” – środkowy przycisk pozwala na zmiany rytmu pracy Soni.

W sumie mamy 8 poziomów intensywności i 8 różnych trybów pracy, co daje wiele możliwości do testowania.

Dodatkowo Sona 2 Cruise, w porównaniu do swojej wersji podstawowej, ma funkcję Cruise Control. Co to oznacza dla nas, użytkowniczek? Sonia w wersji Cruise magazynuje 20 % swojej mocy, którą uwalnia przy mocniejszym dociśnięciu gadżetu do ciała. To trochę, jak nitro tylko w świecie erotyki 😉

A wracając do ładującego się gadżetu. 3,2,1 … Gotowe! To do dzieła.

Pierwsze spotkanie

No cóż mam Wam napisać… Na samą myśl wciąż mam dreszcze. Nieco obawiałam się trudności z dopasowaniem się do tego maleństwa, a moje myśli początkowo zaprzątały wątpliwości na temat tego, czy znajdziemy wspólną drogę, jednak to wszystko zniknęło w sekundę.

To, co czułam można porównać do chodzenia po linie nad przepaścią zwaną orgazmem. Od pierwszej chwili czułam, że wielkie „O” jest tuż za rogiem, a moje ciało toczyło walkę samo ze sobą przeciągając to rozkoszne napięcie.

Mój pierwszy raz nie potrwał długo i nie byłam w stanie potestować spektrum możliwości Soni – jednak absolutnie na to nie narzekam. Co się odwlecze to nie uciecze…

O teorii słów kilka – niech opadną emocje przed kolejnym spotkaniem

Jeśli macie Sonę pierwszy raz w dłoni, to musicie wiedzieć, że jest to produkt o zupełnie innych właściwościach niż klasyczne stymulatory łechtaczki – brzmi strasznie… ciekawie czy złowrogo? Sona nie ssie, Sona nie wibruje – ona stymuluje poprzez fale dźwiękowe, które muskają i pieszczą nasze clitoris. Jednym słowem ona mruczy, a my… 😉

… mruczymy razem z nią

Aby kolejne „testy” były możliwe, musiałam pozwolić sobie na nieco regeneracji, to po pierwsze. Natomiast po drugie, chciałam znaleźć sposób na osłabienie zdolności Soni, aby móc sprawdzić, co też więcej ta bestyjka potrafi. Z pomocą przyszła mi wanna pełna ciepłej wody (nie pierwszy raz, prawda?).

Sonia i woda to wciąż mnóstwo rozkoszy, ale całość rozciągnęła się w czasie na tyle, że udało mi się dojść do 3 poziomu intensywności!!! Wiem, że jest ich 8, ale pokażcie mi tą, która wytrzyma bez orgazmu wszystkie 8 poziomów… Może dotarłabym nawet do magicznej 4, ale chciałam sprawdzić funkcję Cruise Control. 20 % mocy tego maleństwa w zderzeniu z kobietą będącą na graniczy… nie miałam szans i wcale się nie skarżę na taką „przegraną”.

Co dalej?

Dalej czeka mnie mnóstwo sposobności do dalszych eksperymentów, testów i chwil błogiego odlotu. Jednak wypada, abym napisała teraz, co tak naprawdę sądzę poza „wow”, „o kurcze”, „oh…”.

Moje drogie, gadżet jest naprawdę genialny. Ma mnóstwo możliwości, co powoduje, że większość z nas znajdzie coś idealnego dla siebie. Jedyne, co budzi moje obawy to rodzaj doznań. Dla mnie są świetne, ale nie jestem pewna, jaka byłaby reakcja osoby, dla której Sonia jest pierwszy gadżetem erotycznym.

U mnie LELO Sona 2 Cruise zajęła zaszczytne miejsce w szufladzie ulubieńców i myślę, że długo pozostanie na takiej pozycji w moim prywatnym rankingu.

 

Przeczytaj więcej i kup na stronie Lelo

Piszesz opowiadania?

Opublikuj je u nas!

Instrukcja wysyłania opowiadania

Jakie opowiadania chcesz przeczytać?

Wypełnij anonimową ankietę
Oceń wpis!
Ocen: 0 Średnia: 0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *