Artykuły

Mocniej, mocniej, mocniej – czyli 3 porady jak mieć lepsze i silniejsze orgazmy

Każda z nas wie, że orgazm to przeżycie niesamowite. Gdyby tylko dało się jej polepszać, sprawiać, że będą częstsze i dłuższe, ach! Otóż da się.

Orgazm wydaje się rzeczą niemal doskonałą. Szczególnie, gdy osiągasz go dzięki ukochanej osobie. Czasami przewija się w głowie myśl, że lepiej już być nie może. Nic bardziej mylnego! Prawie zawsze da się lepiej. Istnieje mnóstwo zależności, które wpływają na naszą przyjemność. Sytuacja, miejsce, nastrój, partner, wyjątkowość. Można byłoby wymieniać tak bez końca. Są to jednak czynniki dość losowe, na które często nie mamy wpływu, bo po prostu się w pewnym momencie wydarzają. Istnieje jednak kilka metod, dzięki którym orgazm zawsze będzie mocniejszy. Warto o nich pamiętać i spróbować zastosować.

  1. Stymulacja punktu G i łechtaczki. Jednocześnie.

Orgazm łechtaczkowy to coś dość powszechnego. Jeden z ulubionych, o ile nie ulubiony, bo dość łatwy do osiągnięcia. Unerwiona łechtaczka aż prosi się o pieszczoty, oddając nam za nie ogromną przyjemność. Orgazm wywołany stymulacją punktu G jest mocny, ale bardziej ekskluzywny. Nie taki powszechny, bo trzeba umieć zrobić to dobrze. Tego jednak można się nauczyć! Jeśli jednak zdarzyło ci się osiągnąć obie przyjemności, pewnie już drżysz na samą myśl o tym połączeniu. Orgazm łechtaczkowy plus orgazm punktu G? To musi równać się czemuś niezwykłemu. Oczywiście najłatwiej osiągnąć go z czyjąś pomocą. Każde z was może zająć się czymś innym. Sama jednak też dasz radę, o ile tylko zaopatrzysz się w odpowiednie zabawki. Istnieje wiele wibratorów, które są w stanie stymulować jednocześnie punkt G i łechtaczkę. Wiem, nie są tanie, ale uwierz mi – cholernie warto.

  1. Podrażnij własne szczytowanie

To nie jest łatwe. Tym razem z powodów wytrzymałościowych. Trzeba mieć trochę cierpliwości, ale znów – warto. Długa gra wstępna jest tu jak najbardziej wskazana. Warto gromadzić podniecenie, coraz bardziej je zwiększać, ale uważać, by nie dać mu ostatecznego upustu. Gdy wyczujesz, że jesteś o krok od orgazmu – przestań. Poproś partnera, by zwolnił. Nie doprowadzajcie do końca. Daj sobie chwilę na oddech, krótki moment na uspokojenie się. Po tej przerwie zabierzcie się znowu za pieszczoty, które znów doprowadzą cię na sam skraj przyjemności. Możecie śmiało spróbować zrobić tak kilka razy. Ostateczny moment orgazmu będzie wspaniały. Wyczekany, wyproszony, będzie po prostu bardzo silny. Podniecenie, które zgromadziło się w tobie do tej pory, po prostu wybuchnie. Możecie zdecydować się na sterowany pilotem wibrator. Sama oczywiście też możesz się nim pobawić. W towarzystwie jest to jednak bardziej efektywne, o ile lubisz, gdy ktoś ma władzę nad tobą i twoją przyjemnością. Wszystkie bodźce, nawet te najmniejsze, zwiększą siłę orgazmu, który przyjdzie na koniec tego wszystkiego.

  1. Mięśnie Kegla

Może nie brzmi to zbyt podniecająco. Ale tylko na początku. Jak nazwa mówi – to mięśnie. A każdy mięsień da się przecież wyćwiczyć. I warto ćwiczyć również ten. Jeśli nawet nie ze względu na ułatwienie sobie porodu w przyszłości, to właśnie dla seksu. Im mocniej będziesz je zaciskać, tym będziesz ciaśniejsza. Zwiększy to intensywność wrażeń związanych z penetracją i da większą przyjemność zarówno tobie, jak i partnerowi, który będzie w tobie. Jak je ćwiczyć? To bardzo proste i możesz to robić właściwie w każdej chwili. Choćby siedząc w pracy przed komputerem. Pierwsza metoda to skupienie się na mięśniach, których używasz do zatrzymywania moczu. Zaciśnij je na kilka sekund. Powtarzaj czynność wielokrotnie. Póki nie czujesz dyskomfortu, śmiało. Nie musisz robić tego godzinami. Kilkanaście razy dziennie, ale codziennie przez jakiś czas, wystarczy, by polepszyć ich kondycję. Istnieją też specjalne kulki do ćwiczenia mięśni Kegla. Metodę możesz wybrać sama, obie są skuteczne. A jeśli staniesz się pod tym względem silniejsza, silniejsze będą również orgazmy.

Zainteresują Cię także:

Oceń!

Nie boję się żadnych tematów. Staram się poszerzać wiedzę i dzielić nią. Swoje ciało znam jak własną kieszeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *