Pierwszy sekspozytywny portal dla kobiet o erotyce, seksie i intymności.
Artykuły

Lovense lush 2.0 – hit czy mit? – recenzja

W internetach aż huczy od komentarzy na temat Lush, a tym bardziej jego młodszej wersji – Lush 2.0. Historie na jego temat urosły niemal do rangi legendy. Nie jestem typem osoby, która podąża za modą i zwykle wybieram produkty niszowe, a nie te, o których jest głośno. Jednakże Lovense Lush 2.0 znajduje się w moim pokoju zabaw. Dlaczego? Czyżbym była hipokrytką i skusiła się jednak na produkt, o którym jest głośno? Nieee. Dostałam go w prezencie. Zakupił go mąż i zostawił w sypialni przed swoim wyjazdem służbowym.

Intruz w sypialni

            Na łóżku leżało sobie zwykłe pudełko. Producent nadrukował na nim tyle instrukcji, że aż oczy bolały. Taki toporny karton na mojej aksamitnej pościeli. Dodatkowo jeszcze ten zuchwały napis na boku opakowania: „Can you hold the moan?” (tłum. „Czy jesteś w stanie powstrzymać jęk?”). Nosz kurka wodna, co on sobie w ogóle myślał. Oczywiście, że będę w stanie powstrzymać jęki, nawet nie pisnę! Popatrzyliśmy na siebie i tyle. Poszłam do łazienki, a  ten intruz został sam i dobrze mu tak.

            Czysta i pachnąca wróciłam do sypialni, a on wciąż bezczelnie zajmował miejsce na moim łóżku. Na co liczył? „To, że polubiły Cię miliony, nie znaczy, że i ja Cię polubię. Na nic nie licz!”. Zadowolona ze swojej stanowczości zaczęłam czytać, mrożący krew w żyłach, kryminał. Główny bohater już prawie dorwał mordercę, ale pościg przerwał dzwonek mojego telefonu. Luby: „Widziałaś? Na pewno jesteś już po testach 😉 Myśl o mnie przy kolejnych sesjach”. No uwzięli się na mnie.

Smutna perspektywa samotnego wieczoru

            Wsunęłam się pod kołdrę i jakoś tak smutno mi się zrobiło. Samotność w łóżku nie jest czymś do czego przywykłam. Zwykle byłam tam z mężem i stadkiem zabawek, a dziś? Poczułam mrowienie między udami na wspomnienie ostatnich nocy podczas, których tak namiętnie żegnałam się z mężem. To był właśnie ten moment, gdy wzięłam ten toporny kartonik do ręki. Producent mało namiętnie mnie poinformował, że mogę pobawić się sama, z partnerem na odległość. Zasugerowano mi również przygody w miejscach publicznych (w sumie bardzo lubię ten rodzaj przeżyć). Można go połączyć niemal z każdym urządzeniem za pomocą specjalnej aplikacji. Pobrałam apkę, dzięki czemu mój telefon stał się pilotem.

Oko w oko z bestią

            No to zmierzmy się z tą bestią. Otworzyłam pudełko i moim oczom ukazał się hermetycznie zapakowany sporych rozmiarów, różowy gadżecik. Cieszył mnie taki widok, bo dał mi pewność, że nikt go ukradkiem nie testował. Poza tym naprawdę zaskoczył mnie jego rozmiar. Jak na jajko wibrujące był duży, ale to akurat mnie ucieszyło. Na ogonku znalazłam przycisk, który uruchomił wibracje, naprawdę silne. Może jednak powinnam mu dać szansę.

            Jeśli zostaję sama ze sobą, to ma być ekskluzywnie. Ja lubię wieczory z rozmachem. Wino, świece, nastrojowa muzyka w tle. Ułożyłam się wygodnie w pozycji półsiedzącej i bez ceregieli zajęłam się swoją cipką. Zdecydowanie wolę zaczynać od rozgrzania się ręką, szczególnie, gdy mam testować coś zupełnie nowego. Dołożyłam trochę lubrykantu (chłodzącego, bo taki lubię najbardziej) i zaczęłam delikatnie pocierać jajkiem o swoją clitoris. Najmniejszy stopień wibracji delikatnie mnie łaskotał, ale już powoli czułam to przyjemne ciepło w dole brzucha. Przyciskiem na końcu ogonka Lusha włączyłam silniejsze drgania i powoli wsunęłam go wewnątrz siebie. Oh… To było takie miłe doznanie. Odprężało mnie i koiło. Jednak nie do końca o to mi chodziło. Nie chciałam być ukojona, tylko po wszystkim pragnęłam czuć się przerżnięta i wymęczona rozkosznym zaspokojeniem. Wzięłam telefon w dłoń i ustawiłam aplikację w taki sposób, aby Lush reagował na muzykę z mojej playlisty. Włączyłam konkretne techno i zaczęłam jazdę.

Kobiety! Po pierwszym orgazmie już wiedziałam, że właśnie przepadłam z kretesem. Po 30 minutach leżenia w bezruchu, chciałam jeszcze! Rozochociłam się tak bardzo, że pomimo późnej godziny obudziłam męża telefonem. Tutaj muszę przyznać, że bardzo się zniechęciłam. Ja miałam już zainstalowaną aplikację, ale aby móc korzystać z Lusha razem z mężem na odległość, oboje musieliśmy ją ściągnąć i jeszcze się zarejestrować. Niby rozumiem te zabezpieczenia, ale konieczność logowania gdziekolwiek bardzo mnie irytuje.

Zabawa we dwoje

            Mąż mnie uspokoił i obiecał załagodzić moje zniecierpliwienie serią pieszczot. Załączyliśmy sobie kamery, a gdy mój mąż już dokładnie widział mnie z rozpostartymi nogami, mogłam przejść do wsunięcia Lusha w głąb siebie. Uwielbiam chwile, gdy mąż mną dyryguje. Dziś nadawał również tempo naszej zabawce. Doskonale wyczuwał moment, w którym zbliżam się do orgazmu i zwalniał wówczas tempo wibracji. Bawił się ze mną w taki sposób dość długo, aż do momentu, w którym błagałam go aby dał mi skończyć. Finał był niesamowity. Fala orgazmu zalała moje ciało z taką siłą, że aż zobaczyłam mroczki przed oczami. Żadna zabawka do tej pory nie dokonała ze mną tego, co Lush w tamtym momencie. Do tego myśl, że tą sytuacją steruje mój mąż…

Radosne przywitanie

            Wybraliśmy się z moim lubym na kolację z okazji jego powrotu. Ubrałam wystrzałową zieloną kieckę, nałożyłam nieco urody na twarz i w drogę. A ten mój małżonek do mnie: „Hola, hola panienko, a biżuteria na miejscu?”. No wariat – pomyślałam – to nie widzi kolczyków i łańcuszka? Jednakże nie o taką biżuterię chodziło. Założyłam, więc mój Lush i zwieńczyłam dzieła piękną bielizną.

            W restauracji czekał na nas stolik dla dwojga i cała butelka wina. Zamówiliśmy przystawki i przepyszne dania główne. Deserem natomiast miał być dyskretny orgazm. Czy waszych mężczyzn też podnieca zapach waszych soków? Mój jest bardzo wyczulony na tą woń i tym razem też ją wyczuł. Ja natomiast poczułam rozkoszny, znajomy dreszcz, podczas, gdy Lush wibrował z coraz większą intensywnością sterowany przez mojego, chytrze uśmiechającego się, męża. Przez cały czas twardo patrzył mi w oczy, a ja szeptałam mu, aby już przestał, bo długo nie wytrzymał. Niespokojnie wierciłam się na krześle, aż cicho jęknęłam poddając się nadchodzącemu orgazmowi.

Noc

            Radośni popędziliśmy w stronę klubu. Raz się żyje i przecież nie metryka świadczy o wieku człowieka. Czas się zabawić i to był nasz cel. Frywolność restauracyjnych zdarzeń sprawiła, że wszelkie moje hamulce puściły. Nie czułam wstydu, nie czułam zażenowania. Rozpierało mnie pragnienie i podniecenie, jakiego dawno nie doznałam.

            Tańczyliśmy i całowaliśmy się, jak szaleni znajdując fragment miejsca wśród tłumu stłoczonych tancerzy. „Zrób to” – powiedziałam – „Włącz go”. Rytm muzyki przeszył moje ciało, a jego źródło znajdowało się w głębi mojej cipki. Nie walczyłam ze sobą, nie walczyłam z przyjemnością. Krzyczałam podczas, gdy kolejne dreszcze przeszywały moje ciało. Zgrzani, spoceni zaszyliśmy się na tyłach i kochaliśmy pod ścianą klubu, jak para wygłodniałych nastolatków i wiecie, co? To było niesamowite!

Koniec

            Od dawna wiedziałam, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale nie miałam świadomości, że ten różowy gadżecik tyle zmieni w moim postrzeganiu świata seksualności. Jest świetny pod każdym względem. Daje mnóstwo możliwości, ale to już wiecie. Od siebie dodam, że nie jest przereklamowany i przechwalony. Opinię, jaka o nim krąży, zawdzięcza temu, że jest genialny. Obdarowywał mnie nie tylko wieloma orgazmami, ale też mnóstwem gorących wspomnień, które są dla mnie cenniejsze.

Arletta

 

 

Oceń wpis!
Ocen: 5 Średnia: 3.6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *