fbpx
Opowiadania erotyczne

Szare życie Alicji – Kinga C.

Alicja była dziennikarką w lokalnej gazecie. Pomimo, że miała zawód ciekawy, w jej życiu nie działo się nic interesującego. Po pracy gotowała, jadła, dzwoniła do przyjaciółki, a potem siadała przy pianinie by komponować utwory, których świat miał nigdy nie usłyszeć. W weekendy wolne od pracy wyjeżdżała na wieś do rodziny i słuchała o tym, że powinna więcej jeść, bo grozi jej anoreksja. I że może dlatego nie ma jeszcze mężczyzny. Alicja nie chciała w tym swoim zwykłym szarym życiu nic zmieniać. Być może żyła relacjonowanymi przez siebie sensacjami, napadami na bank, gwałtami i sukcesami innych osób. Ona była narratorem. A narrator nie przeżywa przygód. Nawet miłosnych. Oprócz gry na pianinie, była jeszcze rzecz, którą Alicja trzymała w tajemnicy przed światem, nawet swoją najbliższą przyjaciółką. Mianowicie korzystała z pomocy psychiatry, brała leki które jeszcze trzymały ją przy życiu. To już ciągnęło się od paru dobrych lat od skończenia studiów.

Alicja była niezwykła. Pomimo, że w dawnym życiu (to jest zanim jeszcze poznała swojego psychiatrę) próbowała się zabić, to nigdy na nic nie narzekała. Podążała posłusznie za scenariuszem życia. Nie kłóciła się z redaktorem naczelnym, kiedy kazał zostawać je po godzinach by odwalać robotę, która do niej nie należała.  Nie wypominała przyjaciółce, gdy dziwnym trafem zaczynała chodzić z facetem, którego poznała Alicja…o dziwo nadal się z nią przyjaźniła. Nie złościła się też na docinki rodziców o tym, że wiecznie jest sama i się głodzi. Ale nie narzekała. Poza pracą, Alicja nienawidziła pisać. Dawniej, jeszcze na studiach, gdy wracała do domu późnym wieczorem, potrafiła siedzieć do połowy nocy by opisywać rozgrywki swoich bohaterów. Ale od kiedy poznała smak prawdziwego dziennikarstwa, poza pracą nie pisała nic. Nawet kartek na zakupy. SMS-y w jej telefonie nie istniały, potrafiła tylko dzwonić. Na forach internetowych była tylko obserwatorem. Na portale społecznościowe wchodziła tylko po to by wiedzieć co się dzieje u innych. Czy była zamknięta w sobie? Była raczej trudna do rozgryzienia. W pracy mówiła sporo, potrafiła przekazać prawie sto procent ze swoich obserwacji. Z przyjaciółką potrafiła rozmawiać codziennie po kilka godzin. Ale w jej mówieniu było coś melancholijnego: nigdy nie krzyczała, a o nawet najbardziej ekscytujących rzeczach opowiadała zawsze  jak o prozaicznych czynnościach. Oprócz tego dziennikarka miała jeszcze jedną dziwną cechę – nigdy nie płakała. W dodatku nie potrafiła sobie przypomnieć czy zanim zaczęła brać leki było tak samo, czy też wcześniejszy płacz nieświadomie wymazała z pamięci.

I tak upływało szare życie Alicji. Po co opisywać codzienne wieczory przy pianinie, kiedy wszystkie były takie same, albo spotkania rodzinne, kiedy nie miały żadnego głębszego wymiaru. Wydawać by się mogło, że życie Alicji będzie już takie do końca. Że nie zmieni się już ani jedna rzecz. Nie znajdzie mężczyzny swojego życia,nie uśmiechnie się, ani nie podniesie głosu w żadnej sytuacji. A nawet, że nigdy nie wyrzucą jej z pracy, aby mogła się pierwszy raz rozpłakać. Z pracy nie mieli zamiaru jej wyrzucać, była solidna, obowiązkowa, umiała zaobserwować wiele rzeczy, które umykały uwadze innych, umiała też dobrze pisać. A jednak. A jednak po ośmiu latach mordęgi w redakcji, została wezwana do redaktora, który oznajmił jej:
-Alicjo bardzo mi przykro. Byłaś bardzo dobrą dziennikarką, zawdzięczamy ci wiele, ale pojawiła się w naszej redakcji pewna młoda, bardzo zdolna dziennikarka i muszę zatrudnić ją, a wiesz że nie potrzebujemy aż tylu ludzi…
Alicja nie pozwoliła mu skończyć. Zebrała się by spakować wszystkie swoje rzeczy i wyszła totalnie bez pożegnania. Znała „młodą dziennikarkę”. Był to nie ktokolwiek inny jak jej przyjaciółka! Alicja wiedziała, że studiuje teraz dziennikarstwo, bo była to ich podobna pasja i nawet namawiała przyjaciółkę by rozwijała się w tym kierunku, ale w życiu nie przypuszczała, że zrobi jej takie świństwo. Nie musiała długo czekać na wyjaśnienia. Gdy tylko wróciła do domu zadzwonił telefon. To była ona. Alicja odebrała by oznajmić jej koniec znajomości.
– Cześć Aluś…-trajkotało w słuchawce. -Wybacz mi słoneczko, ja nie wiedziałam że on cię zwolni… Chciałam żebyśmy pracowały razem…
– Nie powiedziałaś.
– To miała być niespodzianka. Ale opowiem ci najlepsze. Jak przyszłam na rozmowę, to wiesz on wcale nie kazał mi nic pisać. Zapytał co potrafię, to wiesz co odpowiedziałam… no weź Aluś przecież znasz mnie. I zajebisty gość, oczywiście się zgodził! Nie będzie łatwo w tej pracy, mam w każdy poniedziałek dawać mu dupy. Jak zobaczyłam zdjęcie jego obleśnej żony to się nie dziwię… Ale powiedział, że jakbym miała ochotę w środku tygodnia mu possać to będzie premia! Ciekawe czy będę musiała coś w ogóle pisać…

Alicja odłożyła słuchawkę. Z błogim spokojem jak zwykle. Pomyślała, że jej „przyjaciółka” nie jest warta wyjaśnień zerwania kontaktu. Zadzwoniła do sieci, by zablokować kartę i zmienić numer. I tak nie miała innych znajomych. Następnie nie wiedząc po co, zaczęła pakować ubrania i rzeczy z mieszkania, jakby szykowała się do przeprowadzki. Nie odzywała się, nie płakała, nie krzyczała. Wykonywała to w ten sposób jakby rozlała coś na podłogę i wiedziała, że konsekwencją tego jest pościerać. Wystawiła mieszkanie na sprzedaż, dała też ogłoszenie że czegoś szuka, a w między czasie postanowiła wyjechać na kilka dni. Czy do rodziny? Nie, tego mogłaby nie znieść. „No Aluś, nie dosyć że męża nie masz, to jeszcze z pracy cię wywalili! Pewnie szef widział, że głodna chodzisz! A mówiłam żebyś więcej jadła…!” Nie musiała tam jechać by słyszeć podobne komentarze w swojej głowie. Po prostu wyszła z domu, zabierając ze sobą jedynie mały podręczny plecak. Doszła na nogach do wylotówki z miasta. Mogłaby iść dalej, ale po co, kiedy wtedy nie przeżyłaby prawdziwej przygody. Zatrzymała się przy drodze i zaczęła machać by zatrzymać pierwszy lepszy samochód. Przejechało już chyba z 30, nikt się nie zatrzymał. „Może faktycznie coś ze mną nie tak…”zaczęła myśleć, a wtedy jakby nigdy nic zatrzymał się ktoś w srebrnym audi. Mężczyzna uśmiechnął się szeroko i otworzył drzwi. Alicja bez zastanowienia wsiadła.
– Mariusz – przedstawił się. – Dokąd tak późną porą chcesz dojechać?
-Alicja – odparła. – Może Londyn lub Berlin…wszystko jedno, tam gdzie coś się dzieje.
Nieznajomy roześmiał się. Był to dobrze zbudowany brunet, na oko może tylko kilka lat starszy od Alicji. W jego samochodzie dało się wyczuć ładny zapach lawendy. Sam pachniał zaś ekskluzywnymi perfumami, których zapach w połączeniu z tą lawendą przyprawiał Alicję o dziwny dreszcz. Okazało się, że jest fotografem, który porzucił swoją pasję, gdy zdradziła go dziewczyna modelka, od tamtej pory zaczął pracować jako realizator dźwięku w podwarszawskim studiu, a do fotografii wraca tylko hobbistycznie gdy chodzi po górach. Alicja najpierw nieco skrępowana, ale nie mogła oprzeć się urokowi kierowcy i wkrótce zorientowała się, że rozmawia z nim już dobre trzy godziny, a dalej nie wie dokąd jadą. Gdy spytała, nie powiedział jej. Jakoś nie czuła lęku. Po tym co się wydarzyło było jej już raczej wszystko jedno. Zdziwiła się jednak gdy dwie godziny później zatrzymali się w lesie.
– Muszę się zdrzemnąć żeby móc jechać dalej – powiedział kierowca. – Ale może wcześniej coś zjemy?
Mariusz otworzył bagażnik i wyciągnął plecak z jedzeniem i duży koc.
– Ja nie jestem głodna. Dziękuję. Może ze stresu, że spędzę tu noc z Tobą, ale nie mogę jeść –odparła Alicja.
– Serio się boisz? To dobra, może zjemy później, a najpierw trochę cię zrelaksuję.
Mariusz włączył nastrojową muzykę i zadał jeszcze dziesięć innych pytań o potrzeby Alicji. Okrył ja kocem i głaskał po głowie, opowiadając o swoich przygodach które już przeżył tak podróżując. Chciał polać też jej kieliszek wina, ale Alicja uznała, że nie wolno pić z nieznajomymi jeszcze w dziwnym miejscu pośrodku lasu. Mariusz bardzo ją polubił i rozgadał się przy niej na dobre…zwłaszcza jak na zamkniętego w  sobie faceta jakim był. Alicja słuchała go, co umiała robić doskonale, jednak po jakimś czasie Mariusz niemało się zdziwił gdy dziewczyna  wkładając rękę pod koc, rozpięła mu spodnie. Nie musiała długo szukać. Wyczuła w dotyku, że ma do czynienia z nie byle jakim penisem. Alicja tak dawno tego nie robiła. W porywie namiętności zapomniała o wszystkich zasadach swojego szarego życia i jak dzika lwica zrzuciła z siebie ciuchy i rozkazała dziesięć razy silniejszemu od niej facetowi, w jego samochodzie by ssał jej sutki. Później ugryzła go w szyje i krzyknęła : -zabiję Cię! Mariusz ogromnie podniecony wziął ją w swoje silne ramiona, i przewrócił na plecy na tylnym siedzeniu. Zaczął ssać jej całe ciało, gdy poczuł, że między jej udami nastaje powódź, wsadził coś, co rosło mu od dłuższego czasu, tak że nie mógł już sobie z tym poradzić. Alicja zawyła:
– kurwa, jaki wielki!
– Cicho bądź księżniczko, atak nadchodzi. – Pocałował ją w usta i zaczął wywoływać w niej uczucie, którego już nie pamiętała.

Alicja wyła jak nigdy. Z rozkoszy. Czy to utracona praca, wredna przyjaciółka dały jej to poczucie? Mariusz był również niewyżyty. Po zerwaniu z modelką, pogrążony w pracy, zapomniał o tym że istnieją kobiety i że można się z nimi kochać z dziką rozkoszą. Teraz przypomniał to sobie ze wzmożoną siłą.  Alicja w życiu nie czuła w sobie tak ogromnego członka. W dodatku nieznany kierowca dotykał ją dokładnie tam gdzie chciała. Sapała, wyła, krzyczała, całowała go w usta. Mariusz pieścił ją, obezwładniał jej ciało, traktował je z taką mistycznością, że choć czuła że już nie daje rady, jego spojrzenie, dotyk i głos podniecał ją na nowo. Gdy dochodziła do siebie po kolejnym orgaźmie, zauważyła:
– Chyba już świta…
– Faktycznie – potwierdził Mariusz. – A miałem się przespać…
– Było doskonale-wzdychała Alicja.
– Dla mnie też. Jak dobrze, że cię zabrałem. Z reguły nie robię tego z pierwszą lepszą, ale czekaj…to ty zaczęłaś…
Roześmiali się oboje. Alicja tej nocy krzyczała. Pierwszy raz użyła ekspresji. Był to dla niej jakiś przełom. Dziewczyna postanowiła wrócić do mieszkania. Przygoda tej nocy była dla niej wystarczająca. Poprosiła Mariusza by podwiózł ją tylko na przystanek, skąd złapie do siebie autobus, ale ten upierając się że interesy mogą poczekać, postanowił zawieść ją pod sam dom. Droga powrotna przebiegała bardzo błogo. Muzyka Boba Dylana wypełniała cały samochód. Alicja siedziała rozmarzona, trochę przysypiając, a Mariusz, któremu bardzo waliło serce…czy to od nowej nieznajomej, czy trzech napojów energetycznych…nie musiał się denerwować że zaśnie za kierownicą. Gdy w końcu Alicja wysiadła z audi,  podziękowała Mariuszowi za wszystko i uśmiechnęła się! Kolejny przełom. Między pierwszą częścią szarego życia, a drugą musi być jakiś przełom.

Gdy Alicja przyszła do mieszkania, wydawało jej się ono nawet piękniejsze niż gdy z niego wychodziła, ale przypomniała sobie że przecież dała je na sprzedaż… Otworzyła pocztę by sprawdzić czy są jakieś odpowiedzi w tej sprawie. Była jedna. Postanowiła, że skoro już podjęła decyzje o sprzedaży nie będzie teraz się wycofywać z powodu jakieś głupiej erotycznej przygody. Podała w odpowiedzi możliwe terminy oglądania mieszkania.

Dwa dni później potencjalny współlokator zadzwonił do drzwi. Jakieś było zdziwienie Alicji gdy był to Mariusz!
– Cześć…-powiedziała zdziwiona. – Wejdź obejrzeć mieszkanie.
– Nie trzeba – odrzekł Mariusz – ja i tak chcę je kupić. Ale pod jednym warunkiem.
– Jakim?? – spytała zdumiona Alicja.
-Że zamieszkasz w nim ze mną.

Zainteresują Cię także:

Oceń!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *