<< Opowiadania konkursowe
Neon      środa, 30.03.2016

Zapach pożądania - Weronika J - Abstynencja

Oceń ten artykuł
średnia:

4

(4 głosów)

Nie widzieliśmy się miesiąc.

A dokładniej to: trzydzieści trzy dni, dziesięć godzin i jakieś dwadzieścia pięć minut. Czuję radosne podniecenie w dole brzucha, płomienie liżą lędźwie, błagając o spełnienie. 

- Abstynencja zdecydowanie Ci nie służy, oj nie – mówię do siebie, chichocząc. 

Przygotowania trwają w najlepsze od samego rana – playlista czeka w komputerze, makaron Carbonara i czerwone wino stoją w kuchni na stole, koc i poduszki leżą na podłodze (nie ma to jak domowy piknik!), zaraz obok porcelanowy zestaw do czekoladowego fondue i owoce na srebrnej tacy. Świeczki, naturalnie, również tam są, tylko jeszcze nie zapalone. 

To nasze Walentynki – pierwsze spędzone razem. Wyjątkowe. Wiążę z tym wieczorem duże oczekiwania i chcę, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik (albo i rozpięte w późniejszym czasie).

Gdy nadchodzi odpowiednia pora, zakładam koronkową bieliznę w kolorze czarnym, na to sukienka (dość krótka) z wyciętym dekoltem, pończochy – wiem, że sprawię mu tym ogromną radość – i czerwone szpilki. Gdy obracam się przed lustrem, nie jestem w stanie opanować uśmiechu: podobam się sobie w tym wydaniu. I wiem, że K. spodobam się jeszcze bardziej.

Włosy zostawiam luźno, oczy podkreślam mascarą i eyelinerem, a policzkom dodaję różu – choć i tak były już karmazynowe od endorfin, które mieszały się z podnieceniem.

Gdy wybija odpowiednia godzina, zarzucam na siebie płaszcz i wychodzę z domu; cała podróż na dworzec umyka mi z pamięci, liczy się już tylko to, że już za chwilę, za chwileczkę się zobaczymy po długiej rozłące. „Mamy piętnaście minut opóźnienia L”, on pisze. Cholerne PKP, przemyka mi przez myśl, już kwadrans stracony.

Znajduję odpowiedni peron i czekanie się przedłuża. Widzę, że paru mężczyzn rzuca ukradkowe spojrzenia na moje nogi, uśmiecham się do siebie pod nosem; zapowiada się naprawdę ciekawy wieczór. Wreszcie pociąg wytacza się zza zakrętu, piszę do niego: „Który wagon?”, „Ósmy, za lokomotywą J”. I po chwili już jest; pociąg hamuje z piskiem, a ja widzę GO, jak powoli wychodzi za innymi ludźmi, uśmiecha się do mnie szeroko, a ja to odwzajemniam, mam ochotę piszczeć jak mała dziewczynka.

Chwilę później jestem już w Jego ramionach, nasze usta łączą się w spragnionym pocałunku, w którym jest wszystko: radość, podniecenie, ulga. K. całuje mnie zapalczywie, nie zwracając uwagi na to, że wokoło kręci się pełno ludzi; pokazuje mi swoją frustrację spowodowaną długą rozłąką, swoją namiętność i swoje podniecenie; cudownie mi robi jego furia, pokazuję Mu swoją i wpijam się w Jego usta z podobną mocą.

-  Jestem taki cholernie szczęśliwy – wyszeptuje mi do ucha, drżę. 

-  Ja też, ja też – odpowiadam, biorę Go za rękę i jedziemy do domu. Podróż ponownie umyka mi z pamięci; po drodze mijamy kwiaciarnię, On kupuje mi różę w różowo-żółtym kolorze, jest piękna. 

-  Moja Walentynka – uśmiecha się tym rozbrajającym uśmiechem, który zawsze sprawia, że robi mi się mokro między nogami, a serce zaczyna bić szybciej.

Wchodzimy na klatkę, zaczynam się rozbierać z płaszcza, a On zagląda mi pod sukienkę niczym mały, ciekawski chłopiec. Chichoczę, a gdy wchodzimy do windy, ponownie przylegamy do siebie w szaleńczym pocałunku; czuję, jak jego ręce dotyka rąbka moich pończoch, a potem ściskają mój tyłek; jest spragniony, tak samo jak ja. 

Gdy wchodzimy do mieszkania, mam ochotę od razu się na Niego rzucić, ale powstrzymuję się i prowadzę Go do kuchni; K. standardowo „pomaga mi” podczas przygotowywania kolacji (czytaj: przeszkadza, obmacując mnie), po czym siadamy przy stole. On nalewa wina, wznosimy toast. 

-  Za nas i nasze pierwsze wspólne Walentynki.

Makaron i wino jeszcze bardziej rozbudzają nasze seksualne apetyty, napięcie rośnie, czuję je w dole brzucha. Biorę K. za rękę i prowadzę do sypialni, gdzie urządziłam piknik na podłodze. Głównym menu ma być pyszne fondue z truskawkami, malinami i borówkami. On daje mi się prowadzić, polecam Mu usiąść na kocu, zamknąć oczy, a ja w tym czasie włączam muzykę i wracam do Niego. 

-  Musisz zgadnąć, co to jest – mruczę, po czym najpierw nabijam na widelczyk malinę, wkładam ją do płynnej czekolady i podaję Mu. On odgaduje bezbłędnie. Tak samo świetnie idzie Mu z truskawką, nad borówką zastanawia się chwilę dłużej. – Doskonale – chwalę Go. – A to? 

Rozchyla wargi w oczekiwaniu na kolejny owoc, a napotyka na moje wargi. Teraz już nie ma odwrotu, moje udo między Jego nogami, przechyla mnie tak, że znajduję się pod Nim. Nareszcie, przemyka mi przez myśl. W tle leci Madonna i jej Justify My Love.  

Gdy K. dotyka mnie między nogami, odpływam. I już nie wiem, jaka muzyka leci dalej.

Rozpinam Mu koszulę, o cholera, ile tych guzików! Z podniecenia w dodatku ręce mi się trzęsą, ale jakoś udaje mi się z nimi rozprawić. Przesuwam rękoma po Jego klatce piersiowej, sięgam do paska od spodni. K. nie protestuje, wręcz przeciwnie, pomaga mi. Po chwili Jego penis spotyka się z ciepłem mojej dłoni, tak, za nim też się stęskniłam. Pobudzam go ręką, co trwa dosłownie kilka sekund.

-  Stęsknił się – kwituję, dotykając czubkiem języka jego żołędzi, po czym oboje chichoczemy. 

K. zdejmuje mi sukienkę, napawa się widokiem mnie w bieliźnie, po czym uchyla stanik, aby zobaczyć piersi. Każdą delikatnie podgryza, po czym całuje moją szyję i liże moje ucho – czuję, jak włoski na rękach stają mi dęba, a prawą stronę ciała przechodzi elektryczny dreszcz; uwielbiam to. 

Językiem schodzi na dół, na dół i nagle jest między moimi udami. Wyrywa mi się jęk i zapominam, kim jestem.

Liże mnie zapalczywie, tak jakby od mojego orgazmu zależało Jego życie; liże mnie, dopóki nie tracę nad sobą kontroli, biję Go po głowie, szarpię za włosy. Orgazm wpełza na mnie bez ostrzeżenia, wyrywa z ust krzyk. 

Gdy spazmy ustają, On jest gotowy: zakłada prezerwatywę i wtłacza się we mnie. Przez moment brakuje mi powietrza. O Boże, o Boże, o Boże. Zaciskam Mu palce na tyłku, on sonduje lepiej, głębiej, dźga mnie, jak gdyby zadawał mi ciosy, a mnie to ostro bierze. Jestem mokra. Tak bardzo mokra, że moja wagina wydaje zadowolone mlaśnięcia za każdym pchnięciem. 

Jego ruchy stają się szybsze, agresywniejsze; szczytuje. Szczytuje ostro, bosko. Zaciskam się wokół Jego penisa jak macki ośmiornicy. On dyszy, zaciska powieki. Pot ścieka Mu z czoła na moje piersi. Uśmiechamy się do siebie, spełnieni i szczęśliwi. Całujemy się, leniwie podgryzając wargi, nie mamy siły na nic więcej. K. kładzie się obok mnie, po czym przyciąga do siebie. Przez chwilę w ogóle nie mamy siły się ruszyć. Zapach naszego potu i seksu unosi się w powietrzu, jest piękny. 

W końcu wstajemy, idę do łazienki, czuję się krzywa i koślawa. Gdy przeglądam się w lustrze, jestem rozczochrana, mój makijaż rozmazany, a na twarzy mam wypieki. Śmieję się ze swojego odbicia. K. podchodzi do mnie od tyłu i całuje w kark.

-  Coś Ty ze mną zrobił! – chichoczę. – Zobacz, jak ja wyglądam!

-  Wyglądasz pięknie – mruczy mi do ucha. I muszę przyznać, że się z Nim zgadzam. 

Czytany 2535 razy

Podobał Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi:

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież