Opowiadania czytelniczek

Ulubiony profesor literatury

Wszystkie studentki dbały o to, żeby podczas porannych wtorkowych wykładów móc usiąść w pierwszym rzędzie. Anna nie była żadnym wyjątkiem. Od pierwszego roku studiów wiedziała, że żaden z jej kolegów z grupy raczej nie zdoła zamącić jej w głowie oraz sercu. Żaden z nich nie był jej w typie. Takie jak ją nazywają sapioseksualnymi, ponieważ oprócz twardo zarysowanej męskiej szczęki i niezłej muskulatury najbardziej pociąga je inteligencja. Cięte riposty, sprytnie użyty sarkazm a także ten chochlikowy błysk w oku, który mówi – wiem, że bardzo chcesz, ale zabawniej będzie jeśli nic Ci nie powiem …

Pachniał zawsze szarym Hugo Bossem i ten zapach już na zawsze będzie kojarzył jej się z chciwie kradzionymi spojrzeniami zza uniwersyteckiego biurka oraz … toną dobrej literatury. I choć można byłoby przypuszczać, że to tylko kolejna banalna historia akademickiego romansu, oni łamali wszelkie konwenanse.

 

***

Kilka miesięcy wcześniej

 

– Oh, tak bardzo wykańczają mnie te poranne zajęcia! – ziewnęła Anna do swojej towarzyszki niedoli.

 Leniwym krokiem podreptały do uczelnianej kawiarenki, żeby obudzić swoje zmysły i ciało łykiem zbawiennej kawy. Dziewczynom z pierwszego roku chciało się jeszcze chodzić na te okrutnie nudne zajęcia o 8.00 rano. Akurat dzisiaj rozpoczynały nowy blok zajęć z teorii literatury. Co mówili o prowadzącym je wykładowcy? Wyjątkowo mało, a jeśli już to mówiły tylko dziewczyny. I choć zdarzały się różne ploteczki oraz podszepty, Anna nie wierzyła w ani jedno słowo.

– Chodźmy już, chcę w końcu popatrzeć sobie na tego, cytuję: “ostrego jak żyleta” surowego pedagoga – Zaśmiała się rudowłosa Emilia, ciągnąc koleżankę za ramię.

Z kubkami do połowy wypełnionymi parującą kawą weszły do sali wypełnionej … studentkami. Na placach jednej ręki można było policzyć przybyłych na zajęcia mężczyzn. Za to z pierwszych ławek wręcz wylewały się postacie kobiet. Dziewczyny ze zniechęceniem przeszły na sam koniec sali i tam też usiadły. Z tego miejsca nie widziały dosłownie nic. Jedynie przyjemny, męski głos pieścił im uszy opowiadając o literackiej bohemie. Półtorej godziny minęło zabójczo szybko, a wychodząc Anna w końcu miała okazję rzucić okiem na właściciela tak przyjemnego, aksamitnego głosu.

– Przystojny jest – szepnęła do samej siebie, choć planowała wypowiedzieć to jedynie w myślach.

Wysoki brunet, niezbyt młody, ale z pewnością też nie stary – ten z gatunku, o których opowiadamy, że są jak wino – im starsi, tym więcej szlachetności zyskują. Jednak jego spojrzenie bynajmniej nie było … dżentelmeńskie. Z diabelskim błyskiem w oku zerknął na Anka szamocącą się z paskiem od torby, który dziwnym trafem zaplątała się wokół jej nóg i sprawiała, że jej właścicielka wyglądała jakby odprawiała potajemny rytuał.

Zaśmiał się w głos i podszedł pomagając się dziewczynie oswobodzić.

– Przyjdź jutro na konsultacje – rzucił, kiedy wierzchem dłoni otarł się o skórę jej uda. – Zaczynamy o 16.00, opowiemy sobie trochę o burżuazyjnych poetach i ich zachciankach. Podejrzewam, że nic nie usłyszałaś z dzisiejszego wykładu – mrugnął do niej porozumiewawczo i ręką zaprosił do drzwi wyjściowych.

 

***

Rok później

 

Szybkim ruchem zgarnął stosy książek leżące na biurku i popchnął na nie Ankę.

-Wiesz, że powinniśmy to trochę ukrócić? Profesorski gabinet to nie jest odpowiednie miejsce na takie spotkania! – próbowała być stanowcza, ale mimowolnie zachichotała. Już od kilkunastu dobrych miesięcy spotykali się w tym samym miejscu, o tej samej porze a ona, trochę niczym głupiutka gąska pozwalała się zwabić tym samym, dobrze już jej znanym sposobem.

Nie odpowiedział jej, w zamian zamknął jej usta pocałunkiem. Łapczywie chwycił ją oburącz w talii i posadził na biurku. Miała na sobie małą czarną i duże, czerwone korale. Sięgając do zamka sukienki zahaczył o korale, które posypały się po podłodze. Ich część została mu w dłoni. Sprawnymi palcami zawiązał supeł i szepnął jej do ucha – jeszcze się przydadzą.

Lekko popchnął ją, aby położyła się na biurku, a sam uklęknął. Dłonią sięgnął pod jej sukienkę, wyczuwając delikatny materiał koronki. Nie zamierzał jej zdejmować, za bardzo mu się podobała. Szybkim ruchem przysunął ją sobie do twarzy, na bok odsuwając materiał bielizny. Krótką chwilę oddychał prosto w jej cipkę, drażniąc ją ciepłym powietrzem. Anka niespokojnie wierciła się na biurku, lekko wzdychając. Przybliżył do niej język i lekko musnął okolice łechtaczki. Dziewczyna zamarła. Powoli, rozkoszując się jej smakiem i zapachem zataczał powolne koła, zbliżając się do swojego ulubionego punktu kobiecego ciała. Kiedy zaczęła drżeć, oderwał się na chwilę i poślinił palec. Patrząc jej prosto w oczy wsunął go wprost do jej gorącego wnętrza. Jęknęła i próbowała się podnieść, on jednak stanowczo przytrzymał ją dłonią.

– Jeszcze z Tobą nie skończyłem – wymruczał złowrogo i dłonią sięgnął po związany sznur korali. Kulka po kulce wprowadzaj je do jej wnętrza, a jej gorące soki zalewały mu palce.

Kiedy ostatnia kulka zniknęła w jej wnętrzu, szybkim ruchem obrócił ją na brzuch. Idealnie wypięte pośladki pojawiły się tuż przed jego zadowoloną twarzą.

Każdy klaps był coraz mocniejszy, a stłumione jego dłonią krzyki coraz głośniejsze. Nie protestowała jednak, wiła się z przyjemności, a jego dłoń piekła coraz mocniej.

– Mocniej! – wycharczała zza męskiej dłoni, która blokowała jej usta.

Nie zamierzał być jednak dla niej aż tak miły. Natychmiast odsunął dłoń, a w zamian przybliżył pulsującego już penisa, który wychylał się zza rozsuniętego rozporka. Szybkim ruchem opuścił spodnie i wbił się pomiędzy jej pośladki. Wrzasnęła, ale dłoń dobrze tłumiła dźwięki. Szarpnął za długie włosy, cały czas rżnąc ją w tyłek. Dłonią masował jej łechtaczkę, która pulsowała coraz mocniej.

Czuł, że dochodzi, orgazm był już coraz bliżej, kiedy poczuł, że z jej cipki wysuwa się końcówka sznurka z koralami. Uśmiechnął się pod nosem i przy ostatnim finalnym pchnięciu wyszarpnął z niej korale. Czuł jak dochodzi w jego dłoniach, które zalewały gorące soki. Po kilku wstrząsających spazmach Anka opadła bezwładnie na biurko.

Profesor szybko zapiął spodnie i klepnął po czerwonym, obolałym pośladku.

– Zbieraj się, mała. Zaraz mam konsultacje – powiedział rzeczowo zerkając na zegarek.

Szybko doprowadziła się do porządku i wyszła, nie dając mu nawet buziaka na pożegnanie. Wiedziała, że przecież spotkają się znowu wieczorem. W końcu była jego ulubioną studentką. Potrzebowała jak najwięcej godzin konsultacji oraz korepetycji.

Zainteresują Cię także:

Oceń!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *