Pierwszy sekspozytywny portal dla kobiet o erotyce, seksie i intymności.
Opowiadania czytelniczek

Jeszcze jedno seminarium

Skończyłam ostatnie zajęcia z pierwszorocznymi. Te półtorej godziny zmęczyło mnie bardziej niż cały dzień. Większość studentów nie przeczytała tekstu, który udostępniłam im mailem, więc nie było z kim ani o czym dyskutować. Najgorsze jest to, że jeszcze dwa lata temu zrobiłabym im za to esej – pełnoprawny, z bibliografią, szczegółowym opracowaniem i własnymi wnioskami. Ale już mi się nie chciało.

Są dorośli, niech sami decydują o swoim rozwoju – myślałam sobie jak wszyscy moi koledzy i koleżanki, którzy po prostu stracili zapał napędzający ich podczas pisania doktoratu.

Szłam wydziałowym korytarzem do swojego gabinetu.

Ktoś siedział naprzeciwko jego drzwi. Westchnęłam, myśląc, że to kolejna ciamajda, która obudziła się na końcu semestru z zaległymi pracami. Im bliżej podchodziłam, tym bardziej postać stawała się wyraźna. Był to brodaty brunet w jasnoniebieskiej koszuli. Przez rękę miał przerzuconą szarą marynarkę. Scrollował coś na smartfonie. Przystojny – pomyślałam – ciekawe, co studiuje.

W pewnym momencie mężczyzna spojrzał na mnie, momentalnie poderwał się z ławki i uśmiechnął się grzecznie.

– Dzień dobry, pani profesor – powiedział.

– Dzień dobry – odpowiedziałam, próbując znaleźć pasujący do gabinetu klucz w grubym pęku.

– Nie poznaje mnie pani, prawda? – zapytał nieznajomy z nutą rozczarowania w głosie.

Spojrzałam na niego, aby dokonać parusekundowego przekartkowania wszystkich znanych mi twarzy na uczelni. Skoncentrowałam się na dużych szaroniebieskich oczach i po, mam nadzieję, niezbyt długiej chwili je rozpoznałam.

– Panie Tomku, to pan! – rzekłam entuzjastycznie i podałam roześmianemu mężczyźnie dłoń. – Świetnie pan wygląda.

– Dziękuję – odparł grzecznie.

– Co pan tu robi?

– Właściwie… przechodziłem obok i liczyłem, że jak wejdę, to trafię na panią profesor.

Muszę przyznać, że po siedmiu latach pracy na uniwersytecie coś takiego spotkało mnie po raz pierwszy.

Zaskoczyło mnie to tym bardziej, że Tomasz Dąbrowski był moim studentem jakieś dwa lata temu. Promowałam jego pracę magisterską na temat cielesności w polskim kinie lat 70. Chłopak wiedział naprawdę dużo i ciągle chciał więcej. Na konsultacje zawsze wpadał pierwszy, przytulając do piersi stosy i tomiszcza z wydziałowej biblioteki. Miałam wrażenie, że się we mnie podkochiwał. Trudno mi było go o to nie podejrzewać, skoro dostawałam od niego parę maili w tygodniu, a po seminariach zatrzymywał mnie na dodatkowe kwadranse, niby po to, aby podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat przeczytanych ostatnio prac. Ale jego duże wyblakłe oczy go zdradzały. Mówiąc wprost – gapił się na mnie. Nie tak, jak gapisz się na kogoś, kto opowiada w fascynujący sposób.

Tomasz studiował moją twarz, mój dekolt, moje nogi… Nie był mistrzem kamuflażu.

Ale ja jestem pracowniczką uczelni. Nie poszłabym z nim do łóżka. Miałam swoje zasady. W dodatku w tamtym czasie byłam w trakcie rozwodu i prawda jest taka, że pogrążona w poczuciu porażki nie umiałam spojrzeć na żadnego mężczyznę nieplatonicznie. Dwiema rzeczami, które zapamiętałam z wyglądu Tomasza, były oczy i wiecznie przyklejony do czoła lub odstający niesfornie kosmyk włosów. Postrzegałam go wówczas jako chłopca – drobnego, ubierającego się w kolorowe koszulki z nadrukami i wierzącego, że jest w stu procentach sobą. Teraz jednak stał przede mną mężczyzna: broda dodawała mu paru lat, a włosy były zaczesane do tyłu w nienagannym porządku. Ubrany był elegancko. Stał prosto i pewnie. Zdecydowanie przyszedł tu po prostu w przypadkowym zrywie wspomnień (wtedy byłam tego pewna, ale nie miało to trwać długo). Nie widziałam w tym nic złego, więc zaprosiłam go do gabinetu.

Rozglądał się po pomieszczeniu, a jego lekki uśmiech sugerował, że zauważył niezmieniony od dwóch lat porządek książek na półkach.

Ja w tym czasie parzyłam zieloną, ekspresową herbatę.

– Co pan teraz porabia? Kariera na innym uniwersytecie? – zapytałam w międzyczasie.

Roześmiał się (tknęło mnie, że zrobił to w sposób bardzo seksowny).

– Zdecydowanie nie. Biuro, korporacja, pani profesor – odparł.

– Naprawdę? A co z filmami? – zdziwiłam się, że pełen zapału chłopak, którym był, skończył za biurkiem.

– Wieczory po pracy są wystarczająco długie, żeby nie zrobić sobie w tej kwestii zaległości.

– Ale ma pan dziewczynę albo żonę, prawda? – wypaliłam.

Cieszę się, że byłam w tamtym momencie odwrócona w stronę parzonej herbaty. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak mogłam z czymś takim wypalić. W głowie się zlinczowałam i trzymałam kciuki, aby Tomasz sprytnie zaczął jakiś wywód odbiegający od tematu (był w tym świetny, kiedy próbował mnie zatrzymać na każdą kolejną minutę po skończonych konsultacjach).

– Nie mam – odparł rzeczowo.

Boże, czemu mi to robisz?!

Nie było wyjścia. Odwróciłam się z kubkami pełnymi gorącego płynu, patrzyłam na nie, niby ze skupieniem.

Postawiłam jeden przed Tomaszem, mówiąc „proszę” i szukając w głowie odpowiedniej odpowiedzi, która nie sprawiłaby, że zrobi się niezręcznie.

– Wie pan, mieszkamy w dużym mieście. Na pewno o to nietrudno. A czym się pan dokładnie zajmuje w tej korporacji? Co to za firma? Lubi pan tę pracę? – zbombardowałam go pytaniami, żeby rozmowa wróciła na właściwy tor.

I wróciła. Rozmawialiśmy przez pół godziny. Najpierw o jego pracy, potem o moich obecnych studentach, aby na końcu przejść do wspomnień i dyskusji na temat interesującego nas obojga okresu w polskiej kinematografii. Przez cały ten czas patrzyłam na jego twarz, oczy, uśmiech, brodę, ramiona, duże, zadbane dłonie niezniszczone pracą fizyczną. Był naprawdę atrakcyjny. Nie sądziłam, że tak młody mężczyzna mógłby mi się spodobać ani że tym mężczyzną mógłby być mój były student. Nigdy nie patrzyłam tak na żadnego adepta. Ale Tomasz przez te dwa lata musiał poświęcić sporo czasu i uwagi swojemu ciału. Prawdę mówiąc, nie mogłam oderwać od niego wzroku.

W pewnym momencie przyłapałam się na tym, że zaciskam uda, między którymi zaczęłam czuć zapomniane dawno temu, przyjemne mrowienie.

To również mnie zaskoczyło. Moje myśli pozostały jednak bezlitosne i zaprowadziły mnie dalej. Podpowiadały mi, że po osiemnastej nie kręcą się już po wydziale ani moi koledzy, ani studenci. W czwartek ostatnimi zajęciami w tym budynku było moje konwersatorium. Dlaczego ten fakt zaczął mieć znaczenie? Bo gdy patrzyłam na piękne dłonie Tomasza, to szybko i nie bez zażenowania sobą zaczęłam chcieć, aby znalazły się one na moim policzku, szyi, biuście, niżej… Cholera jasna!

Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, dopijając herbatę. Nagle Tomasz wlepił z uśmiechem wzrok w kubek z logiem uniwersytetu i przestał mówić. Chyba zaczęłam w tamtej chwili robić dokładnie to samo, ale nie jestem pewna.

– Muszę pani profesor przyznać – odezwał się parę sekund później – co do tej dziewczyny, nie sądzę, żeby szybko się znalazła. Myślę, że moja prawdziwa miłość już nadeszła i odeszła.

Wypowiadając ostatnie zdanie, podniósł wzrok i zaczął mnie nim świdrować. Zamarłam.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Zaśmiałam się nerwowo i szukałam oczami ratunku we wzorach na swoim kubku. Nagle zobaczyłam i poczułam, jak jedna z tych pięknych dłoni znalazła się na mojej. Poczułam, jak moje serce i podbrzusze zaciskają się momentalnie w pętelkę. Trzeba było w końcu spojrzeć. Coś zrobić. Cokolwiek. Uniosłam głowę i zobaczyłam, jak Tomasz zbliża swoją. Zamknęłam oczy. Nasze usta spotkały się w ciepłym powitaniu. Mężczyzna wyraźnie czekał na moją reakcję.

Zorientowawszy się, że nie przyłożę mu w twarz, nabrał śmiałości. Nie przestając mnie całować, odstawił na bok herbatę, położył pewnie dłonie na blacie i nachylił się bliżej. Rozwarłam usta, a on wsunął w nie swój język. Smakował gorzkawo, co w połączeniu z silnym zapachem męskich perfum sprawiło, że w końcu się poddałam. Ujęłam jego zarośnięte, miękkie policzki i zaczęłam w pełni odwzajemniać pocałunek. Jęknęłam z zadowoleniem. Tomasz w pewnym momencie oderwał się ode mnie i spojrzał z niedwuznacznym błyskiem w oczach w moje.

– Przez te dwa lata nie przestałem myśleć o tym, jaka jesteś piękna – powiedział drżącym głosem.

Te słowa spowodowały wybuch. Wyzwoliły wszystko, co omal nie umarło od ostatnich lat mojego żałosnego małżeństwa. Poderwałam się z fotela, podeszłam do Tomasza i usiadłam mu okrakiem na kolanach, rozpinając niezbyt sprawnie guziki kremowej koszuli, którą miałam na sobie. Mężczyzna śledził każdy mój ruch z pożądliwym uśmiechem.

Kiedy ujrzał moje piersi uwięzione w beżowym staniku, momentalnie się do nich przyssał. Wgryzł się w jedną z nich, a ja pisnęłam z bólu, który był jednocześnie kosmicznie przyjemny. Chciałam więcej, ale nagle przez moją głowę przemknęła myśl, że w każdej chwili do gabinetu może wejść sprzątaczka.

– Czekaj! – krzyknęłam i zeszłam z Tomasza.

Wyrwałam z pliku leżącego na biurku jedną żółtą karteczkę i pospiesznie napisałam do niej: „Pani z pierwszej zmiany już posprzątała mój gabinet. Proszę zajrzeć jutro. Dziękuję. Z poważaniem. A.G.”.

Podeszłam z nią do wyjścia z pomieszczenia, uchyliłam drzwi i na ich drugiej stronie przykleiłam informację, szybko zamykając je od środka na klucz. Kiedy się odwróciłam, Tomasz stał tuż przy mnie i gwałtownie wpił się z powrotem w moje usta. W międzyczasie rozpięłam mu koszulę, a potem bez ostrzeżenia złapałam go z zaskakującą mnie pewnością za krocze. Oderwał usta i jęknął. Ewidentnie był równie zdziwiony tym ruchem co ja. Ale też jeszcze bardziej nakręcony. Wrócił co całowania i trzymając mnie za biodra, popchnął nas w stronę biurka. Bez pardonu rozpiął rozporek moich bawełnianych, czarnych spodni i ściągnął je na dół razem z majtkami. Z zachwytem popatrzył na moje (na szczęście!) wygolone krocze, po czym wstał i zaczął pospiesznie rozpinać własny pasek.

Kiedy się rozebrał, moim oczom ukazał się mocno nabrzmiały członek, długości nieco ponad średniej krajowej. Pomimo braku imponującego rozmiaru, penis stał już na baczność w pełnej gotowości i wyglądał niezwykle podniecająco. Tomasz przyciągnął mnie do siebie i ostrożnie wszedł do środka. Oboje głośno westchnęliśmy. To uczucie nie wydawało mi się przypomnieniem zapomnianego.

To było nowe. Silniejsze niż cokolwiek, co jestem w stanie przywołać z czasów moich wszystkich byłych partnerów.

Tomasz musiał poczuć to samo, bo momentalnie zrozumiał, że oboje chcemy więcej. Wchodził we mnie coraz szybciej i śmielej. Oboje jęczeliśmy głośno, bez zahamowań.

– Mocniej, proszę, mocniej! – zaczęłam prosić.

Nie zlekceważył mnie. Bardzo przyspieszył i zapomniał o początkowej delikatności. Doszedł pierwszy. Jego ciepła sperma zalała moją pochwę i poplamiła okładkę leżącej pode mną książki. Tomasz zatrzymał się, ale nie wyszedł. Po parunastu sekundach łapania oddechu i przytulania głowy do moich piersi, rozpiął mi stanik. Zaczął zachłannie lizać moje sutki i wrócił do szybkich, rytmicznych ruchów biodrami. Czułam, jak jego penis na powrót twardniał. Mój partner naprawdę chciał, abym osiągnęła szczyt, bo wykrzesał z siebie prawdopodobnie całą siłę. Wchodził we mnie na całą długość, całował mnie, lizał i podgryzał, a mi się coraz bardziej kręciło w głowie.

W końcu nadeszła gwałtowna fala orgazmu.

Krzyknęłam, zaciskając uda i wbijając paznokcie w plecy mojego kochanka. Po wszystkim wyszedł ze mnie i opadliśmy obok siebie na plecach na między książkami i pustymi kubkami tak niewinnej z pozoru herbaty.

Milczeliśmy przez kilka minut, dając sobie w tym czasie dwa razy całusy. Tomasz odezwał się pierwszy:

– Marzyłem o tym. Kurwa, tak długo o tym marzyłem i było jeszcze lepiej niż potrafiłem sobie wyobrazić.

Uśmiechnęłam się i złapałam go za rękę.

– Czy jest coś, co mogę dla pani zrobić, żeby i pani było doskonale? – zapytał.

Okazało się, że mógł. I że ja nie musiałam się zastanawiać co. Obróciłam się i położyłam na nim.

– Zrób ze mną wszystko, o czym myślałeś, a co napawało cię największym wstydem – wyszeptałam, patrząc w jego piękne, wyblakłe oczy. – Weź mnie na tym biurku tak, jak najbardziej bałeś się pomyśleć, kiedy siedzieliśmy tutaj na seminariach dwa lata temu.

Nie potrzebował dodatkowej zachęty.

Chwycił mnie mocno jedną ręką za policzki i spojrzał mi w oczy ze wściekłością, której, prawdę mówiąc, się nie spodziewałam. W tamtym momencie dotarło do mnie, że nie był już tym dwudziestotrzyletnim, beznadziejnie zakochanym chłopcem. Był już dorosły i pewny siebie. I wcale nie przyszedł z jeszcze jedną nadzieją na niespełnioną miłość. Przyszedł do mnie, bo musiał mieć przeczucie, że teraz będę jego. Chciał mi to udowodnić. Chciał mnie poniżyć za te wszystkie momenty, w których czuł się zlekceważony.

– Teraz mnie chcesz, co? – zapytał, zebrał w garść moje rozpuszczone włosy, szarpnął za nie i odwrócił mnie bez pardonu, aż znalazłam się z głową na blacie i wypiętymi do niego, nagimi pośladkami.
– Też cię chcę. Od dawna. – dodał, wpychając we mnie swojego twardniejącego penisa – I mam cię, dokładnie tak jak chciałem.

Nie próbował zacząć łagodniej. Wbił się we mnie mocno, przyciskając mnie za włosy policzkiem do blatu.

To były zupełnie inne ruchy niż przedtem. W tej chwili Tomasz się mścił. Wolną ręką uderzył mnie z całej siły w pośladek. Nie wiem, czy głośniejszy był odgłos tego uderzenia, czy mój krzyk spowodowany piekielnie podniecającym bólem. Kiedy już wydawało mi się, że mężczyzna nie da rady wejść głębiej – jakby sprowokowany moimi odczuciami, przekraczał granice i wchodził tak mocno i gwałtownie, że równie co podniecona, stawałam się coraz bardziej przerażona. W pewnym momencie poczułam, jak napływają mi do oczu łzy. Miałam wrażenie, że tego nie wytrzymam. Ale wiedziałam, że on nie przestanie i wcale nie chciałam, żeby przestał.

Jego penis był już bardzo twardy i gorący. Zaczynał drżeć tak, jak moja pochwa. Fala, która napłynęła, była jeszcze silniejsza. Tym razem doszliśmy jednocześnie. Ale Tomasz bardzo szybko wyszedł, ściągnął mnie ze stołu, rzucił na podłogę i włożył mi go do ust.

– Połknij. Wszystko! – krzyknął.

Krztusząc się i ledwo łapiąc oddech, posłusznie starałam się łykać cały słony płyn, który napłynął mi do gardła.

Kiedy mi się to udało, zlizałam z drżącego wciąż członka to, co zostało, do ostatniej kropli.

Tomasz nie powiedział już nic. „Wszystko” było ostatnim słowem, jakie kiedykolwiek było mi dane od niego usłyszeć. Po chwili milczącego odpoczynku po orgazmie ubrał się. Pocałował mnie po raz ostatni i wyszedł. Nigdy więcej się już nie widzieliśmy. Nie żałuję, że tak się stało. Dzięki niemu pierwszy raz od czasu rozwodu zaczęłam chodzić na randki.

 

           

Oceń!

Nie boję się żadnych tematów. Staram się poszerzać wiedzę i dzielić nią. Swoje ciało znam jak własną kieszeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *