fbpx
Opowiadania czytelniczek

Hotka story

Prawdziwa historia pewnej hotwife.

– Zocha, widziałaś nowego?

– Ciasteczko mniamniuśne, aż żal wzrok odwracać.

– Serio? Gdzie ty go wypatrzyłaś? – Rozejrzała się dookoła. 

– Pytasz mnie gdzie? Kobieto, zejdź na ziemię, bo życie ci umyka. Patrz w kierunku zaplecza i delektuj się tym słodziakiem.

 

          Był piątek. Mąż wyjechał w delegację, a mnie groziła nuda, więc Zocha wkręciła mnie do pracy w Dworku. Zdarzało mi się korzystać z tej możliwości raz na jakiś czas. Restauracja to całkiem sympatyczna, a profesja kelnerki pod koniec tygodnia odskocznią od życia była idealną. I choć na co dzień pracę miałam wdzięczną, to nie ukrywam, że czasem fajnie było zrobić coś mniej zobowiązującego, uwolnić umysł i zregenerować myśli po całotygodniowym wysiłku.

 

          Tego dnia do pracy przyszłam przed czasem, a w drzwiach jak zwykle przywitała mnie Zocha, oparta o futrynę i wpatrzona podejrzanie w niebo. Stwierdziła, że rozmyśla nad sensem istnienia, ale nie uwierzyłam, bo Zocha generalnie nie myśli za dużo. Ona żyje chwilą, a w tamtej chwili akurat rzucała palenie. Trzeci już raz, licząc od poniedziałku. TEN papieros był tym ostatnim. Tłumaczyła, że stres, że musi coś tam. Właściwie nie dotarło do mnie, co musi, bo nie słuchałam. Całą uwagę skoncentrowałam na nowym nabytku zespołu. Nieziemsko przystojnym, szczupłym szatynie o jasnej karnacji. Za jego błękitne oczy dałabym się pociąć, nie mówiąc o tym, co pozwoliłabym sobie zrobić za całą resztę.

 

– Zocha, serio? Pojęcia nie mam, co się z tobą dzieje, ale teraz skup się i patrz na to ciało. Czyż nie apetyczny to kąsek? – Odwróciłyśmy się w stronę Menago, który intensywnie objaśniał coś nowemu. Na potrzeby tej historii nazwijmy go Młodym (w końcu młodszy był od nas niemal o dekadę).

 

Naprawdę nie wiem, czy to efekt kilkudniowej nieobecności męża, czy może atrakcyjnego wyglądu chłopaka, ale nagle poczułam się jakoś tak .. nieznośnie wygłodniała. 

– Dobrze, że jesteście! – Menago przywitał nas z entuzjazmem, po czym każdej przydzielił zadania na tę noc. – Zocha na bar, a ty, Hanka, tutaj. Dziś mamy wesele. Para młoda wymagająca, czepia się wszystkiego, więc pracujemy dwójkami. Hania, ty z Młodym, bo Renia dzwoniła, że nie przyjdzie. Dasz radę?

– Nie wiem, ty mi powiedz.

– Młody przeszkolony, teoretycznie wie, co robić, a w praktyce musisz być wyrozumiała i pomóc zorganizować mu się trochę. Macie godzinę, nim przyjdą goście. Daj się poznać, oprowadź, pokaż wszystko.

 

Wszystko? – to brzmi ciekawie. Zmierzyłam Młodego wzrokiem. Pobudzona wyobraźnia podsuwała niegrzeczne scenariusze. W sumie mogłabym mu wiele pokazać. Zaczęłabym od tego, co mam pod fartuszkiem, a potem… 

 

A potem może opowiem co dalej, póki co skupmy się, i wróćmy do opowiadania.

 

Menago to generalnie wredny typ. Nikt go nie lubi, ja też nie bardzo co już pierwszego dnia pracy głośno wyraziłam komentując jego niestandardowe, i nieco lubieżne praktyki motywowania pracownic. Z drugiej jednak strony – co się dziwić facetowi, wkoło młode i piękne, w większości samotne, i napalone dwudziestoparolatki. Trudno się oprzeć. Odkąd na horyzoncie pojawił się Młody moje myśli też bezwstydnie krążyły wokół wyobrażeń o jego umięśnionym i nagim ciele.

– Chodź, chodź, Młody, bo czas ucieka. Wydaje mi się, że wszystko już zrobione, ale zerknijmy jeszcze raz na stoły, zapalmy świece i upewnijmy się, że wizualnie jest w porządku. Ty zacznij, a ja zajrzę w harmonogram i sprawdzę dokładnie, o której pojawi się młoda para, OK?

 

Nie odpowiedział. Nie pytał o nic.

Kiwnął porozumiewawczo głową i udał się w kierunku, który wskazałam.

 

Mmm, uległy – pomyślałam. Ciekawe, czy w sypialni też byłby taki posłuszny.

 

Niegrzeczne „ja” zdecydowanie wzięło górę. Młody miał w tym swój udział. Stał po drugiej stronie sali i wpatrywał się we mnie przenikliwie swoimi wielkimi ślepiami. W jego spojrzeniu było coś hipnotyzującego. Zarumieniłam się niczym nastolatka, a przed oczami znów stanęły grzeszne obrazki.

 

– Wszystko w porządku? Przyglądasz mi się. I wiesz, chyba onieśmiela mnie to trochę – rzekłam grzecznie, choć miałam ochotę nie.

– Ja? Nie, no co ty! Sprawdzałem tylko, jak sobie radzisz z planem – odpowiedział dyplomatycznie i grzecznie, ale jego uśmiech sugerował zupełnie coś innego. Coś, co intrygowało i podpowiadało, że gdyby nie konwenanse, to nie byłoby nas tutaj. Bylibyśmy tam. W kantorku po drugiej stronie sali, nadzy i zaabsorbowani sobą, kołyszący się w rytm rozbrzmiewających właśnie słów utworu Crazy in Love Sofii Karlberg. 
I look and stare so deep in your eyes, I touch on you more and more every time…

 

***

Pierwszy dzień pracy z Młodym okazał się początkiem czegoś nowego. Przebudziło się we mnie głęboko drzemiące pragnienie zdobywania. Niewytłumaczony instynkt kazał się wdzięczyć, uwodzić. I choć nie byłam jeszcze do końca świadoma zmian, które we mnie nastąpiły, czułam, że moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Dziwiło mnie to wtedy. Dziwi wciąż dziś. Przecież nie pierwszy raz trafiło mi się ciasteczko. Pierwszy raz jednak miałam ochotę schrupać je. I to w całości.

 

A co na to mąż, zapytasz? Cóż, od męża właśnie zaczyna się cała historia.

 

– Ależ z ciebie seksowna bestia – wyszeptał z zachwytem, patrząc na moje nagie i jeszcze wilgotne po kąpieli ciało. Stałam wystarczająco daleko, by nie mógł mnie dotknąć, ale odpowiednio blisko, by pozwolić mu choć przez moment napawać się tym widokiem.
Lubię się z nim droczyć, a on lubi, gdy to robię. Dziś jednak nie chciałam przeciągać tej chwili w nieskończoność. Zresztą domyślał się, że w tym momencie jest wyłącznie narzędziem do zaspokojenia moich pragnień. Zdziwiłam się, że tak dobrze radzi sobie z zazdrością, ale nie pytałam o to. Pora zdecydowanie była nieodpowiednia na rozmowy.

Gdy zbliżyłam się o kilka kroków, przyciągnął mnie do siebie. Zajrzał w oczy na krótką sekundę i powoli zaczął całować – najpierw piersi, potem brzuch. Jego usta muskały moje ciało, działając na zmysły intensywnie. Podniecona i drżąca z rozkoszy położyłam się na łóżku i nieśmiało rozchyliłam nogi. Mimo wszystko czułam się trochę zawstydzona tą sytuacją. Fantazje o Młodym uporczywie wracały i nietrudno było domyślić się, że ogromna fala podniecenia niewiele ma wspólnego z pieszczotami, które właśnie w cudowny sposób ofiarowywał mi mąż.

Gdy spojrzał na moją zaróżowioną i wilgotną cipkę, zarumieniłam się znów. Nic nie powiedział, tylko wessał się we mnie, by chwilę potem całować delikatnie. Westchnęłam, a on palcami ucisnął łechtaczkę, pod palce wsunął język i pieścił ją okrutnie dobrze. Zamruczałam znów. Z lekko przymrużonymi oczami wyczekiwałam zbliżającej się ekstazy.

 

– Kim jest gość, któremu chyba powinienem podziękować za ten seks? – zapytał ewidentnie zaciekawiony, gdy ochłonęłam już nieco.

– Moim nowym kolegą z pracy. Przyszedł dziś pierwszy raz i biedak od razu trafił pod moje skrzydła. Reni nie było, więc Menago zrobił z nas parę.

– Parę, mówisz? A to ciekawe. Co było dalej?

– Dalej już nic. Grzecznie wykonywaliśmy swoje obowiązki – odpowiedziałam zadziornie.

– Wróciłaś z pracy napalona jak nigdy, trudno więc uwierzyć w to twoje „grzecznie”. Opowiadaj.

– Naprawdę nie mam o czym. Fakt, on jest nieziemsko przystojny, ale to gówniarz. Poza tym Zocha zaklepała go dla siebie i nie wiem, czy kojarzysz, ale – wskazałam palcem na obrączkę – jestem mężatką, więc wiesz, ułożoną dziewczynką muszę być.

– Oceń go dla mnie – drążył temat, nie zważając na to, co powiedziałam wcześniej.

– Widzę, że poczucie humoru ci dopisuje. Mam go ocenić, tak? OK. Myślę, że w skali od jeden do dziesięciu dałabym mu maksymalną ilość punktów. Jedenaście nawet. Tak. On zdecydowanie wybiega poza przyjęte normy. Piękny. Mądry. Błyskotliwy. Jak ty, oczywiście. – Rozmowa zaczynała mnie trochę bawić. – A tak swoją drogą, co tak podpytujesz? Zazdrosny?

– Zazdrosny to naprawdę mało powiedziane.

– Och, mężu, ty mój głupiutki. Przecież wiesz, że ciebie najbardziej kocham. O nim co najwyżej mogę pofantazjować. Zastanawia mnie tylko twój stan. Co sprawia, że jesteś tak mocno pobudzony?

– Nie wiem Haniu, chyba zwariowałem. Z jednej strony twoje zauroczenie innym doprowadza mnie do szału, najchętniej zamknąłbym cię w domu, zakazał chodzić do pracy, ale z drugiej strony jak sobie pomyślę, że dziś mógł mieć ciebie tylko dla siebie… to mam ochotę zerżnąć cię raz jeszcze. Taka perspektywa mnie podnieca i przeraża jednocześnie.

– Zachęcasz czy zniechęcasz mnie do romansu teraz? – zażartowałam

– Może? To, co chcę powiedzieć, jest trochę szalone, ale posłuchaj mnie do końca. Niedawno wpadł mi w oko tekst o singielce i lwicy, na pewno słyszałaś… – Spojrzał na mnie pytająco, ale nie miałam pojęcia, o czym mówi, więc kontynuował: – Czy wiesz, dlaczego silne kobiety często żyją w pojedynkę? Bo lwica nie da się zniewolić. Ona potrzebuje lwa, który razem z nią będzie polować. – Zachichotałam, choć nie rozumiem dlaczego. – Uświadomiłem sobie, że ty jesteś taką kocicą, więc może ja powinienem…  może mógłbym… chciałbym chyba stać się twoim lwem. – Znów zerknął w moim kierunku, a ja wciąż siedziałam z rozdziawioną miną, zupełnie zagubiona w jego słowotoku.

– Sprecyzuj, co konkretnie masz na myśli?

– Ostatnie newsy o Młodym kurewsko wzmagają we mnie zazdrość. Jednak odkryłem coś jeszcze. Myśl, że mogłabyś go podrywać, podnieca mnie dziko. O niczym innym nie jestem w stanie myśleć.

Open marriage? Serio? Może od razu pomyślimy o rozwodzie?

– Nie, nie to.  Ja byłbym grzeczny, tylko ty dostarczałabyś wrażeń nam obu.

– Zdrada kontrolowana? Wydaje ci się, że ta wersja brzmi lepiej?

– Słyszałaś o tym? – Grymas zdziwienia pojawił się na jego twarzy. – I co myślisz?

– Powiedzmy, że musnęłam temat, ale mam mieszane uczucia. Szalenie popierdzielony ten Twój pomysł.

– Nie wydaje ci się, że to trochę jak my? – Pocałował mnie czule i nie wiem, czy chciał w ten sposób rozładować moje, czy swoje emocje. – Przecież nie musisz iść na całość, nawet nie chciałbym tego, ale malutki i niezobowiązujący flirt może stać się fajnym urozmaiceniem, zmysłową grą wstępną. Będziesz wracała z pracy podniecona, a ja będę czekał zwarty i gotowy, by wysłuchać o twoich podbojach i przede wszystkim by dopieścić twoje pragnienia. Jak wtedy, gdy w pracy pojawił się Młody.

 

***

Zezwolenie na zdradę – marzenie wielu mężczyzn. Wbrew powszechnie panującym opiniom wiele kobiet też z chęcią skorzystałoby z takiej możliwości. Jeśli jednak wydaje ci się, że po tej rozmowie od razu wskoczyłam w szpilki i pobiegłam do Młodego, to jesteś w błędzie. Bo .. nie pobiegłam ale ..

***

Następnego dnia wpadłam niezapowiedziana do Zochy. Dochodziła do siebie po wieczornej eskapadzie. Przyciemniony pokój. Dźwięk melodii Perfect Darkness zespołu Fink wypełniał każdy kąt. Nie byłam pewna, czy to dobry moment na odwiedziny, ale silna potrzeba wygadania się wzięła górę, więc postanowiłam przywrócić ją do życia, po czym nieśmiało, i z pewną dozą niepewności, krok po kroku wprowadziłam ją w temat. Z każdym kolejnym zdaniem mój monolog o Młodym nabierał rumieńców, ja również.

– No, no, Hanula. Nie spodziewałam się. Mówisz, że cipka swędzi i potrzebna ci moja aprobata, tak?

– Zocha!!! Przecież nie pytam o pozwolenie. Nie pytam nawet, co o tym myślisz. Chciałam się wygadać i chyba miałam nadzieję, że sprowadzisz mnie na ziemię i wyperswadujesz ten pomysł z głowy?

  • Nie te drzwi kochana. Znasz moją dewizę życiową, się do niej stosuj i pieprz to wszystko. Pamiętaj, że równowagę między ciałem a umysłem uzyskasz wyłącznie poprzez seks. Wewnętrzna moc płynie z orgazmów, tylko one zapewnią ci dobre samopoczucie i sprawią, że będziesz chciała więcej i więcej ..

 

Podniecenie. Entuzjazm. Poczucie wolności i seksualnego wyzwolenia. Wzburzenie, niepewność i gniew. Skrajne odczucia zawładnęły mną, wprowadziły mnie w stan, który naprawdę trudno ubrać w słowa. Krążąca w głowie myśl o maleńkim skoku w bok, niepokoiła mnie, chyba nawet czułam wstyd, zażenowanie i… wyrzuty sumienia.

Ogromne. Bo przyznam, że postać Młodego wydobywała ze mnie to, co tłumiłam przez lata, całą niespożytkowaną energię i wszystkie przyduszone instynkty, które zmieniały mnie w seksualną bestię.

Seria nieprzyzwoitych fantazji rozszalała się mojej głowie.

Jego ciało przy moim. Prawdziwe szaleństwo.

 

Gdy tylko zniknęłam z jego pola widzenia, przyspieszyłam kroku. Zrzucając z siebie ubrania, niemalże biegłam wprost do szafy, z której wygrzebałam koronkową sukienkę w krwistoczerwonym kolorze. Szybko włożyłam ją na siebie. Usta pociągnęłam szminką i rzuciłam się na łóżko w seksownej pozie.

Zerknęłam w stronę drzwi. On już tam był. Nagi i bardzo gotowy. Oparty o futrynę, czekał na zapraszający do zabawy gest. Uśmiechnęłam się, po czym obróciłam na brzuch, wypinając w jego kierunku pupę. Podszedł i stanął tuż za mną. Sukienkę podwinął ku górze.

– Niegrzeczna z ciebie dziewczynka – wyszeptał i jednym mocnym szarpnięciem zerwał ze mnie stringi, by chwilę potem wymierzyć siarczystego klapsa.

Spodobało mi się to. Był taki zdecydowany. Stanowczy. Pożądanie zawładnęło nami. Nie chciałam pieszczot. Nie chciałam pocałunków. On też nie miał na nie ochoty. Złapał mnie za biodra i wszedł we mnie. Między udami poczułam przyjemne wibracje, a ciałem wstrząsnął dreszcz podniecenia, który narastał z każdym kolejnym pchnięciem. Przymrużyłam oczy, oddając się rozkoszy. Czułam, że już niedaleko. Przyspieszone bicie serca. Jęk. Krzyk. Fala ekstazy rozlała się, obezwładniając mnie całkowicie. Zachłannie łapałam oddech, zatracając się w orgazmie.

Hanka Nowak

Zainteresują Cię także:

Oceń!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *