<< Opowiadania czytelniczek
Neon      poniedziałek, 10.07.2017

Jedna Noc Obozu Letniego – 1 - Maszyna

Oceń ten artykuł
średnia:

4.17

(6 głosów)

Wargi Natalii mechanicznie poruszały się w górę i w dół wydając przy tym mnóstwo wysokich, chrobotliwych dźwięków. Kiedy była wkurzona zawsze podnosiła głos do tego metalicznego tonu, aby chwilę później ponownie przejść do dźwięków dezaprobaty przypominających warkot silnika.

Zuzia siedziała i tępo wpatrywała się w obite pluszową tkaniną oparcie fotela przed sobą, jednocześnie jak w transie raz otwierając, raz zamykając plastikowy stoliczek na kawę przed sobą. Nie mogła myśleć o niczym, jak tylko o swoim nieszczęściu. No, może o swoim nieszczęściu i o opiętym ciasnymi spodniami tyłku Natalii, która teraz wystawiała go tuż przed jej twarzą, jednocześnie wychylając się torsem nad oparcie fotela i drąc się przeraźliwie w stronę chłopaków z tyłu autokaru – Ignacego, Staśka i Wojtka. Nieszczęście siedziało właśnie tam. Siedziało i razem z resztą chłopców raczyło się alkoholem na strategicznie zajętych tylnych miejscach autokaru, aby uniknąć ewentualnego przyłapania przez opiekunów obozu. Wojtek, bo to o nim mowa, w roku szkolnym chodził z Zuzią do jednej klasy, jednak ona dla niego była nikim, była jakimś obiektem, kolejnym nic nie znaczącym urządzeniem. On dla niej był wszystkim. Czuła, że to właśnie on był tym jedynym, który na krótką chwilę mógł zatrzymać się na przystanku jej samotności. Mimo, że Zuzia nie rozmawiała z Wojtkiem zbyt często, uwielbiała go. Był duszą towarzystwa, ale nie paplał cały czas, tak jak inni chłopcy. Wypowiadał się tylko wtedy, gdy rzeczywiście miał coś do powiedzenia. Wiedział też jak należy obchodzić się z kobietami, co w jego wieku było niezwykłą rzadkością; nie próbował podrywać panienek na machinalnie wkute w mózg żałosne „teksty na podryw”. Był zupełnie jak spersonalizowany komputer – w zależności od osoby wiedział dokładnie, co powiedzieć i jak okazać czułość. Oprócz tego był nieziemsko przystojny – Zuzi ciężko było opisać, nawet w głowie, jego idealnie proporcjonalną twarz i ciało, ale mogła ze spokojem stwierdzić, że wyglądał jak model. Najdoskonalszy model, jaki kiedykolwiek wyprodukowano.

            Przechyliła głowę na prawo, w kierunku okna i wypiętego tyłka Natalii. Postanowiła, że najlepiej będzie jeśli pójdzie w ślady innych pasażerów teraz głowami opartych o okna i siebie nawzajem i zdrzemnie się. Silnik pod nią spokojnie pracował, robił swoje sprawiając, że jej pośladki przyjemnie drgały w zetknięciu z fotelem. Zupełnie inaczej niż jej głowa – ona nie pracowała jak należy, była zepsuta, rozkręcona. „W czasie tej 17-sto letniej drogi musiało mi wypaść kilka śrubek, skoro teraz siedzę w tym przeklętym autokarze, nieszczęśliwie zakochana w chłopaku, który nigdy nawet nie zwróci na mnie uwagi” – pomyślała Zuzia. Chciała płakać, ale czuła, że to jeszcze nie pora. Wydawało jej się, że jest jak maszyna, jak robot; nie czuła niczego na zewnątrz, ale gdyby zalała swoją głowę i serce łzami, cała by zardzewiała. Hamując więc łzy, Zuzia zaciągnęła się głęboko powietrzem wewnątrz pojazdu. Pachniało lekko spoconymi ciałami osób dookoła, benzyną, spalinami, wódką, którą pili chłopcy z tyłu i wonią papierosów emanującą od Natalii.

- Hej! Proszę siadać na miejsce! – z przodu autokaru dobiegł ryk pana Marka, najwyraźniej bardzo dezaprobującego postawę Natalii, klęczącej na oparciu fotela.

Natalia szybko zsunęła się na swoje miejsce i przekręciła głowę powoli w stronę Zuzi, opartej bokiem o fotel.

- Ja już nie mogę, ci debile z tyłu naprawdę grają mi na nerwach – westchnęła Natalia, tym razem brzmiąc, jak wypluwająca zażenowanie rura wydechowa. W odpowiedzi Zuzia uśmiechnęła się tylko niewyraźnie, jakby ledwo wydobywając uśmiech z zardzewiałych z rozpaczy zawiasów swoich ust. Natalia była jej najlepszą przyjaciółką – no ok, może nie najlepszą, bo właściwie jedyną. Pierwszy rok w nowym liceum był dla Zuzi prawdziwym bezdrożem życia towarzyskiego – wszystkie jej koleżanki z gimnazjum, albo poszły do innych szkół, albo zupełnie zmieniły kierunek swojej jazdy przez życie i zerwały z nią kontakt. Niektóre z nich były nawet w tym autokarze, mknącym przez przestworza do bliżej nieokreślonego miejsca, w którym mieli spędzić następne dwa tygodnie lata. Na przykład siedząca znacznie bliżej chłopaków Marysia, niegdyś najlepsza przyjaciółka, trochę cicha, ale bardzo refleksyjna, teraz dusza towarzystwa, imprezowiczka i – co najgorsze – bliska przyjaciółka Wojtka. Za bliska. Natalia była właściwie jedyną osobą, z którą Zuzia mogła podzielić się wszystkimi swoimi sekretami i bez skrępowania wyrazić swoje uczucia w stosunku do Wojtka. Jeśli chodzi o wygląd, Natalia była dość atrakcyjną dziewczyną, trochę typem „chłopczycy”, ale wciąż zachowującą żeński pierwiastek ponętności i elegancji. Ze względu na jej wygląd, sposób wypowiadania się i plotki o rzekomym gimnazjalnym romansie z  jej koleżanką, Julią, która również siedziała w autokarze, zaledwie 3 miejsca przed nimi, do Natalii szybko przylgnęło przezwisko „lesby”. Natalia jednak prezentowała bardzo duży dystans do siebie i do innych, tak więc zdawała się być zupełnie odporna na wiadra ignorancji i przezwisk wylewane na nią codziennie w szkole.

            Wciąż udając uśmiech Zuzia znów zamknęła oczy i myślami wróciła do Wojtka. Silnik przyjemnie drgał pod nią, lekko poruszając całym jej ciałem, od miękkich pośladków, aż po głowę przechyloną na oparciu fotela. Zuzia wyobraziła sobie, że opiera głowę na ramieniu Wojtka, mocno się w niego wtulając, a on oddychając ciężko jak maszyna, unosi jej głowę na swoim barku z każdym wdechem i opuszcza z każdym wydechem. Miała wrażenie, że jego serce to silnik, a ona kładzie się polikiem na masce jego zimnej klatki piersiowej i wsłuchuje się w stukot i warkot, i pracę silnika. Dźwięk autokaru przerodził się w bicie jego serca i Zuzia miała wrażenie, że siedzi obok Wojtka w samochodzie osobowym, kiedy gnają przez przestworza. Byli jak dwoje kochanków, mknących przez bezdroża, starających uciec się przed przeszłością i przyszłością jednocześnie. Wojtek powoli zamieniał się w maszynę, w której siedziała Zuzia, która znów mogła naturalnie się uśmiechać i odczuwać emocje inne niż rozpacz. Miała wrażenie, że znajdując się w maszynie-Wojtku jej serce pod wpływem drgań silnika ponownie zaskoczyło i biło już w normalnym rytmie. Wojtek jakby będąc samym pojazdem, a jednocześnie siedząc obok niej i prowadząc, sięgnął prawą dłonią na jej kolano. Nie robił tego szybko i zachłannie jak inni chłopcy w jego wieku – powoli zacisnął kleszcze swojej dłoni na kolanie Zuzi. Gnali pustą drogą, w półmroku rozświetlanym jedynie, gdy mijali kolejne błyski światła nadjeżdżające z naprzeciwka. Zuzia siedząca na fotelu pasażera z szybko bijącym sercem patrzyła, jak Wojtek niebezpiecznie manewruje między pasami jedną rękę trzymając na kierownicy, a drugą zjeżdżając coraz niżej na jej ściśnięte na fotelu uda. Poczuła zapach benzyny i oleju, który krążył w żyłach maszyny i wylewał się z jakiegoś jej fragmentu. Skok adrenaliny – wiedziała już, że jadą, aby się rozbić, prosto na ścianę, przyspieszają coraz bardziej, aby jeszcze mocniej uderzyć i zmiażdżyć swoje serca. Wojtek mocniej wcisnął pedał gazu i jego prawa dłoń również przyspieszyła. Manewrując między pasem bezpieczeństwa a materiałem spodni Zuzi, starał się ręką dostać do jej łona. Patrzył raz na drogę, raz na krocze Zuzi, jakby było ono najważniejszą rzeczą na ziemi. Jakby ona była dla niego najważniejsza. Z sekundy na sekundę ciśnienie wzrastało, a olej coraz szybciej i obficiej opłukiwał rozgrzane części silnika. Po chwili mocowania się z guzikiem i rozporkiem, Zuzia po prostu odpięła pas bezpieczeństwa i ułatwiła Wojtkowi dojście do swojego sromu. Z lewą dłonią na kierownicy, Wojtek prawą rozpiął guzik w jej spodniach i trzęsącymi się palcami ściągnął w dół mechanizm rozporka odsłaniając białą bieliznę Zuzi. Była tak mokra, że bez problemu mogła dostrzec prześwitujące wargi sromowe. Wojtek prędko włożył dłoń do jej majtek i zaczął masować i wchodzić w nią delikatnie swymi sztywnymi od podniecenia palcami, chłodnymi jak metal. Zuzia spojrzała na jego rozkojarzoną i spoconą twarz, co chwila oświetloną kolejnymi przejeżdżającymi z naprzeciwka światłami. Jej ukochany... Czuła radość. Silnie targana rozkoszą objęła ukochanego lewą ręką, dłonią przeczesując jego wilgotne włosy, prawą gładząc jego idealnie wyrzeźbioną klatkę piersiową, która pulsowała pod wpływem pracy silnika. Przycisnęła swój rozpalony polik do jego chłodnej szyi, twardej jak stalowa rura. Spojrzała na jego nabrzmiałe usta, miękkie, jak wiecznie zastygające żelazo. W nozdrza wciągnęła jego zapach; pachnął benzyną, olejem i wodą kolońską. Drżenie silnika otulało ciało Zuzi swoim rytmem, a małe podskoki na wertepach jeszcze bardziej ją podniecały. Maszyna parła do przodu, w nieskończoność. Pocałowała Wojtka w usta; jego oddech smakował spalaną rozkoszą, zaciągnęli się nim razem. Zuzia chciała jechać jeszcze szybciej, chciała uderzyć w ścianę, rozbić się, zostać zmiażdżoną w orgazmie. Prawą ręką zjechała więc z klatki piersiowej Wojtka i chwyciła za dźwignię zmiany biegów, twardą i niewzruszoną, i gładząc jej skórzane obicie wrzuciła wyższy bieg. Poczuła, że oddech Wojtka przyspieszył bo wciąż całowali się namiętnie, kurczowo wtuleni w siebie. Zuzia wrzucała kolejne biegi, wciąż patrząc jak Wojtek niczym machina, która opływa olejem i smarem, tonął w pocie rozkoszy, który oblewał zawieszoną na jego szyi Zuzię. Każdy nerw w jej ciele był jak kabelek trzęsący się z powodu zbyt wysokiego napięcia. Czuła, że jeśli będzie jeszcze bardziej mokra, dojdzie do zwarcia. Wrzucała kolejne biegi, na co jej partner reagował coraz szybszym oddechem, który Zuzia dzieliła z nim w milionach pocałunków. W niezwykle szybki sposób Zuzia pozbyła się ściągniętych już wcześniej do kolan spodni i rozrywając swoją mokrą, brudną już od smaru maszyny bieliznę, siedziała naga od pasa w dół, podczas gdy Wojtek wciąż robił jej dobrze dłonią, pieszcząc palcami jej nabrzmiałą od podniecenia łechtaczkę. Chciała poczuć w sobie maszynę. Obróciła się plecami do kierunku jazdy i okrakiem dosiadła jego dźwigni, okolonej skórą, równie mokrą od podniecenia, co skórzane fotele, na których przed chwilą siedzieli. Wprowadziła jego tłok do swojej pochwy. Była razem z nim jak dwa idealnie dopasowane elementy w silniku. Coraz szybciej i szybciej on wchodził w nią, a jej serce z sekundy na sekundę doprowadzało do cylindra coraz więcej cieczy mającej schłodzić rozgrzane elementy. Jego biodra były jak wał korbowy działający w przeciwną stronę; kręcąc się, zamieniał wybuchy rozkoszy na ruch posuwisto-zwrotny. Nadal jechali na nieuchronne zgniecenie, ale zgniecenie jako jedność, jako jedna machina. Zuzia czuła honowanie swojej pochwy, w której co chwila przybywało śliskości. Razem z Wojtkiem tworzyła sprawny mechanizm, idealnie się dopełniający, jak kółka zębate; na każde jej wgłębienie odpowiadał jego ząbek i na odwrót – pasowali do siebie idealnie, gdy mknęli tak, a pod nimi snuła się rytmicznie przerywana biała linia rozkoszy. Jednak wtedy rozłączyli się, znów siedzieli obok siebie w samochodzie osobowym, on dłonią pieścił jej łechtaczkę, a ona, wygięta w spazmach rozkoszy, z trudem przesuwała dłoń po jego przyrodzeniu. Wtedy poczuła, jakby ktoś uderzył ją w twarz. I znowu. Zuzia oderwała więc usta od twarzy Wojtka i spojrzała na tylne siedzenie pasażera. Z tyłu siedziała Natalia, przyglądając się całej scenie z ironicznym grymasem na twarzy. Co zaskoczyło Zuzię najbardziej to to, że Natalia była kompletnie naga. Spojrzała na jej gładkie, blade ciało, na jej wydatny biust i dość szerokie, jak na kobietę, ramiona. Z niewiadomych przyczyn ten widok sprawił, że Zuzia podnieciła się jeszcze bardziej i patrząc z przymrużonymi oczami przez ramię Wojtka, zaklinowana o jego szyję, dyszała ciężko patrząc na nagą koleżankę. Ta znów ją spoliczkowała i zawarczała jak silnik.

 

- Wstawaj! No kurwa… – wyjęczała jak odpalany samochód, ale Zuzia nie wiedziała o co jej chodzi – Hej, jesteśmy na miejscu.

 

            Otworzyła oczy, nad nią stała Natalia, jednocześnie zasłaniając zapalone już lampki nad siedzeniami. Rzeczywiście, byli na miejscu. Zuzia rozejrzała się. Obok niej Adam, kolega ze szkoły pomagał jakiejś dziewczynie zdjąć bagaż z półki nad siedzeniami. „A więc to był sen…” – pomyślała Zuzia, po chwili wzdrygając się banalnością tej myśli. Z tyłu Wojtek i Ignacy starali się wstać i utrzymać na nogach mimo upojenia alkoholowego, co nie za bardzo im wychodziło. Stasiek leżał obok nich na dwóch wolnych siedzeniach i nie dawał znaku życia. Zuzia wyjrzała przez okno za stojącą nad nią Natalią – rzeczywiście, w wieczornym powietrzu o ołowianym odcieniu majaczyła podświetlona sylwetka górskiego hotelu. Po tych pierwszych obserwacjach Zuzia zorientowała się, że mimo że nie osiągnęła orgazmu, była mokra jak nigdy dotąd. Nie tylko, jeśli chodzi o jej części intymne – majtki mogłaby wyżymać – czuła, że jest niesamowicie spocona, jakby właśnie ukończyła dziki rajd samochodowy. Jak najdyskretniej się dało dotknęła okolicy swoich pach, piersi, a następnie krocza, ale z zewnątrz nie poczuła niczego oprócz małego dreszczu rozkoszy przechodzącego przez jej ciało. Zuzia jeszcze raz rozejrzała się po autokarze, aby mieć pewność, że żaden ze współpasażerów nie zauważył jej stanu podczas podróży. Wszyscy byli jednak zajęci zbieraniem swoich bagaży podręcznych  jednocześnie prowadząc zmęczone po długiej podróży rozmowy. Nawet Natalia zdawała się niczego nie zauważać, choć zazwyczaj doskonale wiedziała, co akurat działo się w głowie Zuzi. „Nawet gdyby coś zauważyła to co? Przecież to ona wchodzi do moich snów na golasa, więc właściwie o co może mieć pretensje?”.

W końcu i one zebrały bagaże i wysiadły. Zuzia zadygotała, gdy jej rozpalone ciało zetknęło się z metalicznie chłodnym górskim powietrzem. Natalia podeszła bliżej pani Agnieszki, drugiej opiekun obozu, wokół której gromadziła się wychodząca z autokaru młodzież. Zuzia patrzyła w górę, na bezchmurne niebo i tysiące wybuchających gwiazd ponad nią. Znów poczuła przygnębienie – tylko w snach mogła być szczęśliwa. Wciąż jednak zastanawiała się, czy jej sen mógł coś oznaczać. „Dlaczego w samochodzie? Czy chodzi o jakąś chęć bycia zdominowanym, czy też o potrzebę mechanicznie-nieczułego seksu, którą wywołało złamane, żeliwne serce?”. Gdy tak rozmyślała o mechanice swojego snu i swojej samotności, ktoś bardzo silnie popchnął ją w bok, tak, że prawie przewróciła się na bagaże chłopaka obok. Spojrzała w bok – to Wojtek, zataczając się, wpadł na nią. Był w fatalnym stanie; ledwo stał na nogach i zionął alkoholem i wodą kolońską, choć w tym momencie ciężko było już stwierdził co pił, a czym się oblał. Jednak Zuzi to nie przeszkadzało – oto stał przed nią jej ukochany, który na co dzień nie zwracał na nią uwagi, a teraz wyraźnie chciał coś do niej powiedzieć.

           

- H-Hej…- zaczął Wojtek pijackim głosem – Jak coś to ten sie spotykamy w naszym pokoju wieczorem dzisiaj o pierwszej…To znaczy jutro to będzie uż, ale wiesz o czo chodzi n-ie?

 

Zuzia była absolutnie wytrącona z równowagi, rozregulowana. Udało się, zwrócił na nią uwagę! Co prawda nie była pewna, czy to, co się dzieje to kontynuacja jej snu, czy możliwie najszczęśliwszy dzień w ciągu ostatniego roku jej życia. Była w szoku. Serce Zuzi znów zaczęło pracować i kręcić się w środku, gdy próbowała wymyśleć tę jedną, idealną odpowiedź, byleby tylko nie stracić z powrotem uwagi ukochanego.

           

-J-Jasne. Super. Będę…yyy… To znaczy my będziemy... My, znaczy ja, Natalia i jeszcze reszta… OK, to super.

 

Jak jedna, zgodna maszyna, wszyscy ruszyli w stronę budynku hotelowego.

 

 

Ciąg Dalszy Nastąpi…

 

*POSŁOWIE

Dziękuję bardzo za przeczytanie tekstu, mam nadzieję, że jego lekko-eksperymentalny charakter jest do przełknięcia. Jak widać w tytule, „Maszyna” jest pierwszą częścią całej opowieści pt. „Jedna Noc Obozu Letniego”. Całą opowieść mam zamiar napisać w czterech częściach, w każdej z nich lekko bawiąc się formą i lekko naginając typowy styl pisania erotyki do motywu przewodniego tekstu. Stosuję ten zabieg, aby oderwać erotykę od ograniczonych opisów, a przy odrobinie szczęścia wprowadzić do pisania erotyki nowe słowa, które będą pomocne dla innych autorów. Jako że cała opowieść będzie publikowana w „odcinkach” i mimo, że mam już zarys następnych wydarzeń, liczę na sugestie i wytykanie mi błędów, abym mogła poprawić je w przyszłości.

Czytany 1433 razy

Podobał Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi:

Więcej w tej kategorii: « Galba Jazz »

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież